sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział Drugi

          Kochani! Na początku chcę Was bardzo, bardzo, bardzo mocno przeprosić za tak strasznie długą nieobecność! Jest mi strasznie przykro, że tak długo mnie nie było, ale postaram się poprawić. A co do rozdziału, trochę zmieniłam informacje na temat Paula na potrzeby opowiadania, a teraz łapcie drugi rozdział! Pozdrawiam ;*** 
                                                                                                                      Klaudia ^^    
------------------------------------------------------------------------------------------------------------


                              
                                                   *Perspektywa Aleksandry*


Drogi Pamiętniczku! 

Tak, to już jutro... Już jutro wyjeżdżamy. Boję się tego wyjazdu, nawet bardzo. Co on zmieni? Pogorszy czy może polepszy? Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku. Nie chcę opuszczać tych wszystkich ludzi. Tutaj mam swoją pozycję. Wszyscy mnie szanują i wiedzą, że lepiej ze mną nie zadzierać. A tam? Będę nikim. Żadne znajomości nic nie pomogą. Wkurwia mnie to i to bardzo. Po tym jak bardzo długo pracowałam  na swoją pozycję teraz mogę ją stracić, bo jak to określiła Weronika ,,Musimy z tym wszystkim skończyć". Z tym, czyli z czym? Piciem, paleniem, ćpaniem, wyścigami? Mam to gdzieś. Chcę żyć po swojemu! A teraz spadam zapalić. :D 

Zamknęłam gruby, czarny zeszyt w skórzanej okładce i położyłam go na moim łóżku. Zeszłam na dół. Weszłam do salonu i usiadłam na kanapie obok mojej mamy, która od razu mnie do siebie przytuliła.
-Co jest?- zapytałam patrząc na rodzicielkę.
-Będę tęsknić.- wymamrotała w moje włosy.
-Ja za Tobą też.- odpowiedziałam wtulając się w mamę.


Mimo całego mojego zachowania poza domem i tego co robię to moje kontakty z rodzicami są bardzo dobre. Uwielbiam spędzać z nimi czas. Chociaż czasem się kłócimy sądzę, że bardzo dobrze się dogadujemy. Uśmiechnęłam się i wstałam z kanapy. Udałam się na taras, a później do ogrodu. Usiadłam na huśtawce i odpaliłam papierosa. Było około 21.00. Na dworze panował półmrok. Było bardzo gorąco. Zaciągnęłam się dymem i przymknęłam powieki. Nie mogę uwierzyć w to, że dałam się na to wszystko namówić. Przecież tutaj mam idealne życie. Skończyłam szkołę, napisałam bardzo dobrze maturę, mam wykształcenie, świetnych przyjaciół, więc po jasną cholerę nam ta cała resocjalizacja? Tak, resocjalizacja mamy w Londynie pod okiem wujka Klaudii się ogarnąć. Przecież to żałosne. Mamy po 19 lat, a ktoś ma nas pilnować? Ale nie mam siły się nad tym już zastanawiać, w końcu się zgodziłam. Obrzuciłam zmęczonym spojrzeniem otoczenie i zgasiłam niedopałek.
Rozsiadłam się wygodniej i zaczęłam się huśtać. Jak za dawnych lat, jak dziecko, bez zmartwień i problemów. Kochałam taki stan, tak cudownie wolna. Wiatr czochrał moje włosy, a moja sukienka podnosiła się i opadała w rytm huśtania. Zatrzymałam się i zeszłam z huśtawki. Skierowałam swoje kroki do garażu. Wyjechałam samochodem z lekkim trudem i pojechałam w tylko mi znanym kierunku. Kilka minut później stałam już pod drzwiami domu Zuzy. Zadzwoniłam dzwonkiem i przede mną po chwili pojawiła się dziewczyna. Miała już na sobie piżamę i była wykąpana.
- Ola, co Ty tu robisz?- zapytała.
- Nie chcę tam jechać. - zająknęłam się.
- Skarbie..- dziewczyna zagarnęła mnie w swoje ramiona.- Wszystko będzie dobrze, uda nam się, obiecuję Ci Mordko.- uśmiechnęła się całując mnie w czoło.
- Dzięki. - odwzajemniłam uśmiech.
- A teraz spierdalaj do siebie, bo jak znam życie to się jeszcze na pewno nie spakowałaś. - zachichotała.
- Haha, masz rację. - odpowiedziałam.
Pomachałam jej na pożegnanie i wyjechałam samochodem z podwórka. Szybko znalazłam się u siebie. Zostawiłam samochód w garażu i pędem udałam się do mojego pokoju, aby dokończyć pakowanie. Skończyłam dość szybko, co rzadko się zdarzało w moim przypadku. Zeszłam na dół i udałam się do kuchni. Przy stole siedzieli moi rodzice i jedli kolację. Usiadłam na wolnym miejscu i zaczęłam konsumować.
- Gdzie byłaś?- zapytał mój tata.
- U Zuzy.- odpowiedziałam.
- Po co?- zapytała moja matka.
- Takie sprawy związane z wyjazdem, chciałam zapytać ile bierze kosmetyków i rzeczy i w ogóle.- skłamałam gładko.
- Okey. - mruknęła mama.
W ciszy skończyliśmy jeść późną kolację. Pożegnałam się krótkim ,,dobranoc" i udałam się do mojego królestwa. Postanowiłam wziąć szybki prysznic i iść spać.
Wykąpana i odświeżona wyparowałam z łazienki w mojej słodkiej różowej piżamie. Od razu udałam się do mojego pokoju w poszukiwaniu telefonu, który właśnie dzwonił. Rzuciłam się na łózko i w końcu po dość długich poszukiwaniach odnalazłam urządzenie. Na wyświetlaczu widniało imię Klaudia. Przesunęłam słuchawkę po ekranie tym samym odbierając.
- No nareszcie.- pisnęła Klaudia.
- A może jakieś cześć? - zapytałam.
- Taa hej, chciałam zapytać czy jesteś gotowa, tak po prostu.- zachichotała.
- Czyli się denerwujesz.- skomentowałam.
- Tak, trochę,- mruknęła.
- Oj, damy sobie radę. - zaśmiałam się,
- No ja mam nadzieję, ale jest też inna sprawa...- zacięła się.
- Jaka?- zapytałam marszcząc brwi.
- Co z tym towarem, który mam w domu?- zapytała.
- Kurwa... - mruknęłam.
- No właśnie.- dodała. - I co teraz? Przecież w domu tego nie zostawię, a tym bardziej nie wezmę do Londynu.
- No raczej.- mruknęłam. - Cholera, nie mam pojęcia co teraz zrobimy.
- Chyba mam pewien pomysł, ale nie wiem czy to wypali.- odpowiedziała.
- Mów.- poleciłam.
- Może zawiozłabym cały towar do Kuby?
- Dobry pomysł, ale nie wiem czy on będzie w domu.- skomentowałam.
- Pisałam do niego i powiedział, że tak, ale zostają jeszcze rodzice.
- Coś wymyślisz.- zaśmiałam się.
- Taa, dzięki za pomoc, czyli w sumie za nic.- odgryzła się.
- Haha nie ma za co kochanie.- odpowiedziałam.
- Dobra, kończę. Paa, do jutra.- zaśmiała się.
- Cześć.- zdążyłam tylko odpowiedzieć i usłyszałam dźwięk kończący połączenie.

Odłożyłam telefon na półkę i z powrotem udałam się do łazienki. Rozczesałam i wysuszyłam włosy, umyłam zęby i twarz. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze i postanowiłam w końcu położyć się spać. Szybko wróciłam do pokoju, spakowałam resztę rzeczy do walizki i podłączyłam telefon do ładowarki. Położyłam się do łóżka i mocno opatuliłam kołdrą. Po chwili już znajdowałam się w krainie Morfeusza.



                                                 **Perspektywa Klaudii**

Przed chwilą skończyłam rozmawiać z Kubą przez telefon. Zgodził się wziąć cały towar, nawet było mu to na rękę. Wpakowałam wszystko do torby, zarzuciłam na siebie bluzę i pędem wybiegłam z domu. Po drodze odpaliłam papierosa i wyjechałam samochodem z podjazdu.  Włączyłam radio, w którym właśnie leciała piosnka Lany Del Rey Summertime Sadness. Nuciłam pod nosem melodię przejeżdżając obok przystanku, gdy nagle zobaczyłam tam znajomą postać.
- Zuza...- mruknęłam sama do siebie i wycofałam samochód.
Zatrzymałam się i wyszłam z pojazdu. Prędko podbiegłam do dziewczyny, która stała tyłem do mnie dzierżąc w ręce papierosa. Musiała być bardzo zamyślona, ponieważ mnie nie zauważyła.
- Zuza!- zawołam.
Dziewczyna podskoczyła ze strachu, a ja cicho zaśmiałam się.
- Pojebało Cię?!- wrzasnęła kiedy zobaczyła, że to ja.
- Jakie miłe powitanie. - stwierdziłam zakładając ręce na piersi.
- Co Ty tu robisz? - zapytała.
- Jadę oddać Kubie towar, a Ty?
- Ale jak to towar? Ja wyszłam pomyśleć.
- No normalnie, w domu zostać nie może, a przecież go nie przemycę. - zachichotałam.
- Masz rację. To w takim razie jadę z Tobą. - odpowiedziała.
- To wskakuj. - zaśmiałam się wchodząc do samochodu.
Droga minęła nam na rozmowach i śmiechach. Kilkanaście minut później znalazłyśmy się pod domem Kuby. Zadzwoniłam dzwonkiem i czekałam aż ktoś otworzy drzwi. Po chwili pojawił się w nich uśmiechnięty Kuba.
- Hej!- zaśmiał się i pocałował mnie w  policzek.
- Hej.- odpowiedziałam czyniąc to samo.
Zaraz obok mnie pojawiła się Zuza, z którą chłopak przywitał się tak samo.
- To co tam macie?- zagadnął, a ja podałam mu torbę.
- Wow.- zdziwił się.- Dużo tego.- zachichotał.
- No tak wyszło.- zaśmiałam się.
- Dobra dziewczyny wiem, że się spieszycie, z resztą ja też, więc słuchajcie.- polecił, a my tylko pokiwałyśmy głowami. - Nie dam Wam za to kasy, bo uznałem, że to bez sensu, ale w Londynie mam ziomka. Podliczę ile i czego tam macie i taką samą ilość będziecie mogły sobie u niego wziąć za darmo, tylko powołajcie się na mnie. Koleś nazywa się David Williamson. To są namiary na niego.- powiedział podając nam kartkę z numerem i adresem chłopaka.- Naświetliłem mu już całą sytuację, tylko muszę mu powiedzieć ile towaru mam. Oczywiście nie musicie wszystkiego zabrać od razu, bo dosyć sporo tego.- uśmiechnął się cwaniacko.- Pasuje Wam?
- Jasne. - odpowiedziałyśmy chórem.
- To powodzenia w tym Londynie.- powiedział przytulając i całując w policzek najpierw mnie, potem Zuzę.- Mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy.- dodał z uśmiechem.
- Oczywiście.- odrzekłyśmy machając mu i wchodząc do samochodu.
- To co teraz?- zapytała Zuza.
- Która godzina?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- 22.10.- stwierdziła patrząc na ekran swojego telefonu.
- Mam pomysł.- mruknęłam na co dziewczyna popatrzyła na mnie czekając na odpowiedź, ale ja nie miałam zamiaru jej informować o szczegółach.
Odpaliłam silnik i ruszyłam w tylko mi znanym kierunku. Po kilku minutach znalazłyśmy się na opuszczonym placu. Dziewczyna uśmiechnęła się, bo już chyba wiedziała co chcę zrobić.
- Zapach palonej gumy to jest to.- mruknęłam zapinając odpięte do tej pory pasy. Moja towarzyszka uczyniła to samo.
-Gotowa?- zapytałam na co dziewczyna pokiwała głową.
No i zaczęło się. Najpierw trochę spaliłam gumę, potem z  zawrotną prędkością przejechałam przez cały plac, a na końcu zrobiłam obrót o 360* i zatrzymałam samochód. W powietrzu unosił się siwy dym i zapach gumy.
- Tak, tego potrzebowałam.- zachichotała Zu na co ja odpowiedziałam jej tym samym.
- Ja też. To co teraz do domu?- zapytałam na co dziewczyna pokiwała tylko głową.
Ruszyłyśmy z placu i udałyśmy się prosto do naszych domów. Wysadziłam Zuzę i ruszyłam do siebie. Zaparkowałam samochód w garażu i zapalając papierosa wyszłam z niego. Usiadłam na dużej, drewnianej huśtawce ustawionej w ogrodzie i zaciągnęłam się dymem. Wtedy zobaczyłam zbliżającego się w moją stronę ojca. Już chciałam wyrzucić fajkę, gdy nagle usłyszałam:
- Nie gaś, nie gaś, nie przyszedłem tutaj, żeby Cię umoralniać.- powiedział szybko i usiadł obok mnie.
- To co się stało?- zapytałam.
- Denerwujesz się. - stwierdził.
- Skąd ta pewność?
- Byłaś pojeździć.
- Masz rację.- przyznałam się.
- Nie masz powodu.
- Jak to nie mam powodu?! Jutro zmieni się całe moje życie!- wrzasnęłam.
- To wyjdzie Ci na dobre.- zaczął.
- Nie kończ nawet, bo zaraz się pokłócimy.- prychnęłam.- A chciałabym się z Wami pożegnać w miłej atmosferze.
- Masz rację, przepraszam.- mruknął.
- Okey, a teraz wybacz, ale chce mi się spać.- mruknęłam wstając i kierując się do domu.
Od razu udałam się do mojego pokoju i zabierając z niego piżamę oraz ręcznik udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam piżamę i wysuszyłam włosy. Udałam się z powrotem do mojej sypialni i dopakowałam walizkę. Jakie szczęście, że resztę rzeczy przetransportowaliśmy do Londynu wcześniej- pomyślałam. Podłączyłam telefon do ładowarki i rzuciłam się na moje łóżko. Po chwili wędrowałam już po krainie Morfeusza.


Niedziela, 30 Czerwca 2013r.


                                                          **Dzień wyjazdu**
Zostałam obudzona przez budzik w  moim telefonie ustawiony na godzinę 6.00. Przeklęłam pod nosem i wygrzebałam się z ciepłej pościeli. Wyciągnęłam z walizki ciuchy i ubrałam się w nie.



Udałam się do łazienki. Odbyłam poranną toaletę i zrobiłam delikatny makijaż. Zeszłam do kuchni, aby zjeść śniadanie wraz z rodzicami. Po śniadaniu tata pomógł mi znieść bagaże i pojechaliśmy po Weronikę, Musieliśmy jechać na dwa samochody, ponieważ moja mama też chciała jechać. Ola i Zuza ruszyły w drogę na lotnisko z rodzicami Loli. Po około dwóch godzinach byliśmy na miejscu. Pożegnałyśmy się z rodzicami i ruszyłyśmy w kierunku odprawy. Ta przebiegła dość sprawnie i już po chwili siedziałyśmy w samolocie. Po około 3 godzinach lotu wylądowaliśmy na lotnisku Heathrow. Zabierając nasze bagaże zadzwoniłyśmy po taksówkę. Po 20 minutach znalazłyśmy się pod naszym domem. Muszę przyznać, że był śliczny, a do tego miał basen.



Od drugiej strony znajdował się cudowny ogród.



Z uśmiechem na twarzy ruszyłam do środka. Zostawiłam bagaże w przedpokoju.
Następnie ruszyłam do salonu.

 A potem do łazienki.

 Na końcu udałam się do kuchni.

Muszę przyznać ten dom był cudowny. Wszystkie razem udałyśmy się na górę, aby zobaczyć  nasze pokoje. Mój był wprost cudowny.

A w dodatku miałam własną łazienkę!

Oli również.


Weroniki był dokładnie w jej stylu.

Zuzy był taki jak lubiła.


Po obejrzeniu naszych sypialni i pokoi gościnnych ruszyłyśmy na dół po nasze walizki i udając się do naszych pokoi zaczęłyśmy się rozpakowywać swoje rzeczy. Po około dwóch godzinach skończyłam. Zeszłam do kuchni i niedługo potem obok mnie pojawiły się dziewczyny.
- Nie mamy nic do jedzenia.- stwierdziłam.
- To jedziemy na zakupy.- stwierdziła Zuza.
Postanowiłyśmy jechać do supermarketu, którym okazało się być Tesco. Po około godzinnych zakupach wróciłyśmy do domu. Rozpakowałyśmy zakupy i w tym momencie dostałam sms-a. Odpisałam od razu.


- Dziewczyny zostałyśmy zaproszone na kolację do wujka.- poinformowałam.
- To świetnie.- odpowiedziały chórem.
- Na którą?
- Na 19.00.-odpowiedziałam.
- To mamy jeszcze 3 godziny.- stwierdziła Ola.
-Mhm.-odpowiedziałam tylko.
Zrobiłyśmy kilka kanapek i po chwili wszystkie pochłonęłyśmy je. Potem rozsiadłyśmy się w salonie na kanapie i oglądałyśmy telewizję.
- Ej, dziewczyny już 17.00.- zauważyła Lola.
- No trzeba się szykować.- skomentowała Weronika i zgodnie ruszyłyśmy na górę.
- Tylko ubierzcie się jakoś elegancko!- krzyknęłam zanim dziewczyny zniknęły za drzwiami swoich pokoi.

Wzięłam krótki, orzeźwiający prysznic i zaczęłam się szykować. Zrobiłam trochę mocniejszy makijaż, a włosy wysuszyłam i wyprostowałam. Wybrałam dla siebie taki zestaw ubrań:




Wyszłam z pokoju i udałam się do salonu, aby poczekać na resztę. Tam siedziała już Zuza.
Ona prezentowała się tak:


- Kurwa, jak ja nie lubię się stroić.- zajęczała.
- Daj spokój, musimy dobrze wypaść.- odpowiedziałam siadając obok dziewczyny.
Ta tylko mruknęła jakieś przekleństwo pod nosem na co ja zachichotałam. Po chwili w salonie pojawiła się Weronika. Ona wyglądała tak.

- Gdzie Ola? Już 18.40.- stwierdziła z przekąsem.
Wstałam z kanapy i udałam się na górę.
- Ola!- wrzasnęłam kiedy nie zastałam dziewczyny w jej sypialni.
- Idę!- krzyknęła wychodząc z łazienki.
- Wow. Nie przegięłaś?- zapytałam kiedy zobaczyłam jej strój.



- Co masz na myśli?- zapytała poprawiając włosy.
- No wiesz, nie jest aż zbyt elegancko?
- Pfff, wyglądam zajebiście.- stwierdziła na co ja wybuchłam gromkim śmiechem. - Spadaj.- dodała marszcząc brwi.
- Dobra chodź, bo się spóźnimy.- powiedziałam wychodząc z pokoju i ciągnąc za sobą dziewczynę.
Po chwili wszystkie razem wychodziłyśmy z domu. Droga nie zajęła nam dużo czasu, ponieważ wujek był moim sąsiadem. Zadzwoniłam do drzwi i po chwili pojawił się w nich Paul. Tak, Paul Higgins to mój wujek.
- Klaudia!- krzyknął i mocno mnie przytulił.
- Wujku, dusisz.- zachichotałam.
- Przepraszam.- zrobił to samo co ja i zaczął witać się z resztą.
Weszłam do przedpokoju i usłyszałam tupot stóp na schodach. Po chwili przede mną pojawiła się mała dziewczynka.

- Kjałdia!- krzyknęła biegnąc w moją stronę. Kucnęłam i rozłożyłam ramiona, aby dziewczynka mogła się przytulić.
- Magie!- zaśmiałam się podnosząc ją i kręcąc wokół własnej osi na co dziewczynka zapiszczała.
Postawiłam ją na ziemi, a w tym samym czasie w przedpokoju pojawiła się moja ciocia.
- Witaj Kochanie!- zaśmiała się i mnie przytuliła.
- Cześć ciociu.- powiedziałam z uśmiechem odrywając się od kobiety.- A gdzie mój mały książę?- zapytałam, a w tym samym momencie z salonu wyłoniła się blond czupryna.


- Mike!- pisnęłam i podbiegłam do chłopczyka. Wzięłam go w objęcia i zaczęłam nim kręcić w kółko. Chłopczyk odpowiadał na moje poczytania donośnym śmiechem.
Mike usadowił się wygodnie na moich rękach i nie miał zamiaru nigdzie się ruszać. Podeszłam do reszty, która ciągle stała w przedpokoju. W tym momencie wybrzmiał dźwięk dzwonka do drzwi. Magie wyrwała się z objęć swojej mamy i pobiegła otworzyć.
- Tata, wujkowie psyszli!- krzyknęła wesoło.
Jacy wujkowie?- pomyślałam.
- Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko, że zaprosiłem kogoś jeszcze.- odparł Paul i powędrował w stronę drzwi.