środa, 11 lutego 2015

Rozdział Trzeci

Witajcie Kochani! Po miesiącu przedstawiam Wam nowy rozdział! Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Zapraszam do czytania jak i również do komentowania. Dla Was to chwila, a dla mnie to wielki zastrzyk motywacji! Teraz zostawiam Was z rozdziałem, Enjoy! :D
Pozdrawiam ;* 
P.S. W zakładce ,,Bohaterowie" pojawiła się nowa postać. Zapraszam do czytania!
------------------------------------------------------------------------------------------------





Po chwili usłyszałam kilka męskich głosów i śmiech. Odwróciłam się w stronę drzwi i zobaczyłam pięciu chłopaków witających się z Paul'em. Wydawało mi się, że skądś ich kojarzę i wtedy mnie olśniło. Widziałam ich 2 lata temu na weselu wujka i cioci. Chyba nawet zamieniłam kilka słów z którymś z nich. Jak on miał na imię? Lou, chyba tak, śmieszny był.
- Dziewczyny poznajcie One Direction!- krzyknął wesoło wujek na co my spojrzałyśmy na siebie zdezorientowane.
- Hej.- powiedziałam cicho z prawie niewidocznym uśmiechem. Nie wiedziałam co mam zrobić.
Chłopcy wyglądali na tak samo zmieszanych jak my. Chyba nie wiedzieli, że my tu będziemy, z resztą podobnie jak my. 
Dziewczyny również przywitały się z nimi i teraz przyszła pora, aby się przedstawić. 
- To jest moja chrześnica z Polski.- wyjaśnił Paul. - Ma na imię Klaudia.- jakbym sama nie umiała mówić! 
- Hej, miło mi.- uśmiechnęłam się. 
- A to jej przyjaciółki.- pokazał na resztę.- Aleksandra, Weronika i Zuzanna.- serio wujku, serio?
- Hej.- przywitała się Ola.
- Miło mi.- powiedziała Weronika. 
- I mnie także.- dopowiedziała Zuza z gracją poprawiając włosy. 
- A to moi podopieczni.- wyjaśnił Paul.- Przedstawiam One Direction: Zayn, Liam, Louis, Harry i Niall.- uśmiechnął się. 
Podaliśmy sobie dłonie. Kiedy miałam właśnie witać się z blondynem Mike zaczął wiercić się na moich rękach i wyciągać swoje rączki  w kierunku chłopaka. Niall uśmiechnął się niezręcznie i wziął Małego w objęcia. 
- Niall.- uśmiechnął się podając mi dłoń. 
- Klaudia.- odwzajemniłam gest chłopaka. 
Po przedstawieniu się wspólnie udaliśmy się do jadalni i usiedliśmy do stołu. Ciocia zrobiła naprawdę przepyszną kolację. Śmialiśmy się i rozmawialiśmy, co mnie bardzo zaskoczyło, ponieważ myślałam, że takie gwiazdy jak oni będą się zachowywać inaczej, bardziej wyniośle, czy coś w tym stylu. Pomyliłam się, na szczęście. Po kolacji przeszliśmy do salonu i rozsiedliśmy się wygodnie na kanapie i fotelach. Wujek włączył telewizor i ustawił na MTV. 
- Nie Paul, błagam.- jęknął Liam.- Weź to wyłącz. 
- Dlaczego?- zapytałam prędko. 
- Haha, bo zaraz będzie wywiad z chłopakami.- zachichotał Paul. 
- No właśnie, a  ja nie chcę znów oglądać swojej gęby. Wystarczy, że widuję ją codziennie w lustrze. - dokończył Lou na co ja parsknęłam śmiechem. 
- Wujku, daj spokój, przełącz.- postanowiłam patrząc jak Paul kręci głową z politowaniem. 
Od kiedy ja jestem taka miła? Zapytałam siebie w duchu. W sumie, nie mam pojęcia. Może chcę się pokazać od tej lepszej strony, albo coś. Nie wierzyłam w to co właśnie pomyślałam. Zawsze pokazywałam ludziom od razu jaka jestem i że lepiej ze mną nie zadzierać, a teraz zachowuję się jak grzeczna, miła, uprzejma i ułożona dziewczynka? Coś tu jest nie tak, ale teraz nie mam zamiaru się nad tym zastanawiać, chcę po prostu miło spędzić ten wieczór. Rozsiadłam się wygodniej na fotelu biorąc do ręki kieliszek czerwonego wina i upijając mały łyk. Odstawiłam naczynie z powrotem na stolik i zaczęłam się przysłuchiwać ożywionej dyskusji moich towarzyszy. Po chwili poczułam lekkie szarpnięcie za rękę i spojrzałam w dół. 
- O proszę, Mój Mały Książę.- uśmiechnęłam się biorąc Mike'a na kolana. 
- Mały Książę?- powtórzył pytająco Niall. 
- Tak.- odrzekłam krótko. 
- Dlaczego Mały Książę?
- Bo to jest mały, śliczny książę.- wzruszyłam ramionami na co blondyn odpowiedział donośnym śmiechem. 
Spojrzałam na małego. 
- I co jednak u mnie najlepiej?- zaśmiałam się całując go w czoło. 
Chłopczyk przeciągnął się i potarł oczka pięściami. 
- Śpiący?- zapytałam na co maluszek pokiwał tylko głową.- Chodź, pójdziemy się położyć.- powiedziałam zabierając chłopczyka na ręce i kierując się do wyjścia z salonu. 
- Pomogę Ci.- usłyszałam dobrze znany głos Niall'a za sobą. 
Chłopak podszedł do mnie i zabrał już na wpół śpiącego chłopczyka w swoje ramiona. Uśmiechnęłam się pod nosem widząc z jaką troską to robi. Weszliśmy po schodach i udaliśmy się do pokoju Małego. 
- Kochanie chcesz się jeszcze wykąpać?- zapytałam cichutko. 
Chłopczyk tylko pokręcił głową. Nie dziwiłam mu się, że był zmęczony, tyle wrażeń w jednym dniu, a po za tym już prawie 21.00. Pokiwałam głową na znak, że rozumiem i zabrałam się za przebieranie chłopczyka w jego piżamę w samochodziki. Po chwili leżał już opatulony puchową kołdrą w swoim łóżku. Uśmiechnęłam się i chciałam już wychodzić z pokoju, gdy usłyszałam głos Mike'a: 
- Kjałdia? 
- Tak Kochanie?- zapytałam.
- A teraz będziesz już częściej?- zapytał cichutko. 

- Tak, teraz będę częściej.- odpowiedziałam z uśmiechem. 
- Obiecujesz?- dopytywał. 
- Obiecuję.- przytaknęłam całując go w czoło i poprawiając kołdrę.- Śpij dobrze.- powiedziałam. 
- Dobjanoc Kjałdia!- pisnął patrząc na mnie tymi swoimi niebieskimi oczkami. 
- Dobranoc Skarbie.- uśmiechnęłam się. 
- Dobjanoc Niall!- dodał radośnie. 
- Dobranoc Książę.- odpowiedział Niall z szerokim uśmiechem na twarzy. 
Zgasiłam światło w jego pokoju i przymknęłam drzwi. 
- Kocham tego Malucha.- stwierdził blondyn, gdy schodziliśmy po schodach. 
- Ja też.- przytaknęłam z uśmiechem. 
Wróciliśmy do salonu i rozsiedliśmy się na kanapie. Reszta dyskutowała na temat jakiegoś filmu, który ostatnio pojawił się w kinach. Uśmiechnęłam się i włączyłam się do rozmowy. Nim się obejrzałam było już przed północą. Wino, rozmowy, śmiechy i czas szybko zleciał. 
- To my się będziemy już zbierać.- stwierdziłam. 
- Dajcie spokój godzina jeszcze młoda.- przekonywał wujek. 
- Nie, naprawdę już pójdziemy, nie chcemy przeszkadzać, a też jesteśmy zmęczone.- dodała Zuza. 
- Dobrze, ale musimy znów się umówić.- powiedziała ciocia. 
- Tym razem u Nas.- zaprosiłam. 
- Świetnie.- klasnęła w dłonie ciotka. 
- To my też już będziemy szli.- stwierdził Liam. 
- Nie, chłopaki mamy jeszcze jedną sprawę do obgadania.- powiedział Paul. 
- Okey.- mruknął brązowooki. 
- To my się już zbieramy.- stwierdziła Weronika. 
Pożegnaliśmy się ze wszystkimi przytuleniem i buziakiem w policzek. Uśmiechnięte ruszyłyśmy w kierunku do domu. 
- Klaudia nie poznaję Cię!- zagwizdała Olka. 
- Czemu?- zmrużyłam oczy. 
- Taka miła, grzeczna dziewczynka.- zachichotała. 
- Spadaj.- szturchnęłam ją łokciem na co tylko się zaśmiała. 
Po chwili byłyśmy już w domu. Udałyśmy się na górę i na korytarzu pożegnałyśmy krótkim ,,dobranoc". Weszłam do swojej sypialni i od razu ściągnęłam z stóp baleriny i zaczęłam rozpinać koszulę. W samej bieliźnie weszłam do mojej łazienki i ściągając ją weszłam pod prysznic. Ciepła woda i czekoladowy płyn delikatnie pieściły moje ciało. Umyłam starannie włosy i całe ciało i wyszłam z kabiny. Wytarłam się dokładnie puchowym ręcznikiem i owinęłam go wokół swojego ciała. Wróciłam do sypialni po piżamę i czystą bieliznę, Przebrałam się i wysuszyłam włosy. Gotowa do snu ułożyłam się w łóżku i dokładnie opatuliłam swoje ciało kołdrą. Po chwili już spałam. 



Poniedziałek, 1 Lipca 2013 r. 
                                                         ~*Następnego dnia*~            

Obudziło mnie światło wpadające do pomieszczenia przez niezasłonięte rolety. Pierwsza noc w nowym miejscu minęła mi bardzo spokojnie. Śniło mi się, że spacerowałam po parku trzymając Niall'a za rękę. To było trochę dziwne, ale to tylko sen, więc postanowiłam się tym nie przejmować. Przetarłam powieki i uśmiechnęłam się delikatnie. Wygrzebałam się z ciepłej pościeli i zerknęłam na zegarek, który wskazywał godzinę 10.00. Wcześnie jak na mnie- pomyślałam. Wciągnęłam na siebie dresy i za dużą koszulkę i udałam się do kuchni, aby przygotować śniadanie. Zrobiłam jajka na bekonie i tosty. Zaparzyłam kawę i zaczęłam jeść. Po chwili w kuchni pojawiła zaspana Ola. Uśmiechnęłam się do niej podając kubek z kawą. 

- Kocham Cię!- pisnęła upijając łyk parującej cieczy.- I jeszcze śniadanko zrobiłaś.- uśmiechnęła się siadając przy blacie obok mnie i zaczęła pałaszować posiłek. 
Po paru minutach w kuchni zjawiły się Weronika i Zuza. Usiadły z nami i zaczęły jeść śniadanie. Po posiłku wspólnie posprzątałyśmy i udałyśmy się do salonu. Włączyłam telewizor i ustawiłam na jakiś kanał muzyczny. Właśnie leciał teledysk One Direction do piosenki Kiss You. Nigdy nie interesowała mnie ich twórczość, ale przez ciekawość zostawiłam na tym kanale. Piosenka się skończyła i w końcu się odezwałam. 
- Nieźli są.
- No racja.- odpowiedziała Zu, a Olka i Weronika tylko przytaknęły. 
- Dobra nie będę tu siedzieć, idę pojeździć na desce. Ktoś chętny?- zapytałam. 
- No raczej, że ja.- odpowiedziała Zuza. 
- To za 20 minut na dole.- stwierdziłam wychodząc z salonu i kierując się do mojego pokoju. 
Odbyłam poranną toaletę i zrobiłam makijaż. Wybrałam strój na dzisiaj i wyprostowałam włosy.


Zeszłam na dół i zabierając deskę z szafki w przedpokoju udałam się do salonu, aby poczekać na Zuzę. Brunetka pojawiła się ze swoją deską w salonie kilka minut później. Zu prezentowała się tak: 






- To co idziemy?- zapytałam wstając. 

- Oki.- odpowiedziała tylko. 
- Zaczekajcie zrobię Wam zdjęcie, będzie na insta.- powiedziała Ola wyciągając telefon i nakierowując go na nas. 
Zuza zrobiła tak zwany ,,dzióbek", a ja przymknęłam jedno oko i zrobiłam palcami prawej ręki znak ,,peace". Oczywiście wyeksponowałyśmy też nasze deskorolki. Usłyszałyśmy dźwięk migawki, a po chwili Lola odezwała się. 
- Wyszło zajebiście.- klasnęła w dłonie na co Weronika zrobiła faceplam'a. 
Ale Ola już taka była. Uwielbiała robić zdjęcia sobie i wszystkim w koło. Zaśmiałam się cicho i zabrałam głos. 
- Dobra to my spadamy. Narka. - pomachałam. 
- Paa.- usłyszałyśmy zanim zdążyłyśmy wyjść z domu. 
Wkroczyłyśmy na chodnik i stanęłyśmy na deskach. Wyciągnęłam telefon i od razu usłyszałam. 
- Co Ty też będziesz samojebki strzelać?- zapytała Zuza unosząc brew. 
- Chyba zwariowałaś, sprawdzałam gdzie jest najbliższy skatepark. Przejedziemy przez park i będziemy na miejscu. - wyjaśniłam. 
- No i zajebiście.- zachichotała. 
Ruszyłyśmy przed siebie chodnikiem z dość duża prędkością na co starsze panie, które akurat się tam znajdowały krzyczały coś w naszą stronę, a my odpowiadałyśmy tylko donośnym śmiechem albo niecenzuralnymi słowami. 
W końcu po przeprawie przez park dotarłyśmy do naszego celu. Ten skatepark nieźle się prezentował. 


- Wow.- szepnęłam. 

- No niezły jest.- dodała brunetka. 
- To co pojeździmy?- zapytałam. 
- No raczej.- zaśmiała się Zuza. 
Wskoczyłyśmy na deskorolki i zaczęłyśmy jeździć po różnego rodzaju rampach śmiejąc się przy tym i nieźle bawiąc. Dawno nie  miałyśmy okazji pobyć ze sobą, więc bardzo cieszyłam, że nadarzyła się taka okazja. Jechałyśmy właśnie przez środek trzymając się za ręce. Zuza puściła moją dłoń, a ja straciłam kontrolę nad swoim ciałem i wpadłam na kogoś. 
- O Matko! Bardzo przepraszam, ja nie chciałam.- wstałam i uniosłam wzrok w górę. 
Dopiero teraz zobaczyłam na kogo wpadłam, a tym ktosiem był bardzo przystojny chłopak. 
- Spokojnie, nic się nie stało. - uśmiechnął się promiennie co od razu odwzajemniłam.- A tak po za tym to jestem David.- wyciągnął w moją stronę dłoń, którą od razu uścisnęłam. 
- Klaudia.- powiedziałam.- A to moja przyjaciółka Zuza.- chłopak przywitał się również z moją towarzyszką. 
- Zaprosiłbym Was na kawę, ale nie za bardzo jest tu gdzie się wybrać, więc może po prostu pojeździmy i pogadamy. Co Wy na to?- zaproponował. 
- Czemu nie.- odezwała się Zuza. 
Wspólnie jeździliśmy dobre dwie godziny, kiedy zdążyłam już dosyć dobrze poznać Davida. Wydawał się być naprawdę fajnym gościem. 
- Jestem trochę głodny.- stwierdził.- Wiem, że to niewiele na takie dziewczyny jak Wy, ale w pobliżu nie ma nic innego niż budka z hamburgerami, więc czy dacie się zaprosić na burgera i frytki?- zapytał nieśmiało na co my wybuchłyśmy gromkim śmiechem. 
- No jasne.- odpowiedziałyśmy chórem. 
Udaliśmy się do owej budki i zamówiliśmy hamburgery i frytki. David, jak na gentelmana przystało zapłacił za nas i nawet nie chciał słyszeć protestów z naszej strony. Zjedliśmy posiłek dużo rozmawiając i śmiejąc się przy tym. 
- Dziękuję bardzo, ale my już się będziemy zbierać.- stwierdziłam. 
- Okey, ale obiecajcie, że jeszcze się zobaczymy.- powiedział z nadzieją. 
- No jasne.- uśmiechnęłam się. 
- To może wymienimy się numerami?- zapytał nieśmiało. 
- Świetny pomysł.- odpowiedziałam uradowana. 
Podałam chłopakowi swój telefon, a on podał mi swój. Wystukałam na klawiaturze dziewięć cyfr i oddałam urządzenie właścicielowi. Chłopak zrobił tak samo. Zapisałam kontakt i zablokowałam urządzenie chowając je do kieszeni. 
Pożegnałyśmy się z chłopakiem buziakiem w policzek i przytuleniem. Machając mu wskoczyłyśmy na deski i ruszyłyśmy w drogę powrotną. Po kilkunastu minutach znajdowałyśmy się pod domem. 
Zeszłam z deski i udałam się do drzwi. Zuza zrobiła to samo i już po chwili znajdowałyśmy się w środku. 
- Hej!- krzyknęłam ściągając buty. 
- Siemaneczko!- odpowiedziała Ola z kuchni. 
Ściągnęłam buty i  podążyłam do kuchni za pięknym zapachem. 
- Mmmm, obiadek.- zaśmiałam się. 
- Umyjcie ręce i jemy.- zarządziła Weronika. 
Posłusznie wykonałyśmy jej polecenie. Po chwili siedziałyśmy przy stole jedząc przygotowany przez blondynkę obiad. Po posiłku posprzątałyśmy i umyłyśmy naczynia. Usiadłyśmy w salonie na kanapie i zaczęłyśmy rozmawiać. Nagle napadła mnie wielka ochota na papierosa, więc udałam się do półki i zabrałam stamtąd fajki oraz zapalniczkę. Nie mówiąc nic dziewczynom wyszłam na taras, a potem udałam się do ogrodu. Usiadłam na wielkiej, drewnianej huśtawce i odpaliłam papierosa. Przymknęłam powieki i uśmiechnęłam się delikatnie, czując ciepło słońca na mojej twarzy. Zaciągnęłam się dymem i zaczęłam się bujać. Wiatr lekko rozwiewał moje włosy, a ja miałam wreszcie chwilę, aby pomyśleć. Jestem w Londynie dopiero od wczoraj, nie zdążyłam nawet wypakować wszystkich swoich rzeczy, a już tyle się wydarzyło. Poznałam nowych ludzi i muszę przyznać, że bardzo się z tego cieszę. Mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa? Nie mam co do tego pewności, ale czuję w środku coś takiego, coś czego nie czułam od bardzo dawna i może to szczęście będzie trwało tylko chwilę, ale fajne znów czuć takie przyjemne ciepło w środku. Skończyłam moje rozmyślania i zgasiłam niedopałek następnie kierując się z nim na taras, aby go wyrzucić. Weszłam do środka i zauważyłam, że dziewczyn już tam nie ma. Jakoś nie za bardzo chciałam się dowiadywać, gdzie się aktualnie znajdują, więc wyszłam z pomieszczenia i udałam się do swojego pokoju, aby w końcu wypakować resztę swoich rzeczy. Po około godzinie wszystko znajdowało się na swoim miejscu. Uśmiechnęłam się, widząc ład jaki teraz panuje  w pomieszczeniu. Zabrałam laptopa z biurka i położyłam się na łóżku. Zalogowałam się na wszystkie portale społecznościowe i zauważyłam że na TT i Ig mam pięciu nowych obserwatorów. Uśmiechnęłam się widząc kto to i też ich zaobserwowałam. Po chwili wyłączyłam laptopa, ponieważ w internecie nie działo się nic ciekawego. W telefonie weszłam na kontakty i kliknęłam napis David. Przyglądałam się uważnie numerowi chłopaka i nagle mnie olśniło. Zerwałam się z łóżka i pędem pobiegłam na biurka, na którym leżał mój notes z ważnymi informacjami i tym podobnymi. Odnalazłam małą karteczkę, którą dostałam od Kuby i porównałam numery telefonów. To był ten sam numer! Czyli David ze skateparku i David Williamson to jedna i ta sama osoba. No cholera!- przeklęłam w myślach. No nieźle, czyli nie był wcale taki święty jak się wydawał. Westchnęłam głośno i przeczesałam włosy ręką. Schowałam kartkę do notesu i odłożyłam go na miejsce. To samo zrobiłam z laptopem. Komórkę rzuciłam na pościel, a po chwili ja ległam obok. Co mam zrobić z tą wiadomością? Myślałam, że będę miała normalnego znajomego, ale jednak się myliłam. Ale cóż, sama nie jestem lepsza, więc nie mam prawa go oceniać. Teraz przynajmniej wiem, kim on jest i jaki jest. 
Po kilku minutach rozmyślań wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju. Skierowałam swoje kroki do salonu, gdzie siedziały dziewczyny. 
- Nudno mi.- stwierdziłam beznamiętnie rozsiadając się na kanapie. 
- A która godzina?- zagadnęła Weronika. 
- 16.23.- odpowiedziała jej Ola patrząc na zegarek zawieszony na jej nadgarstku. 
- To może pozwiedzamy?- rzuciła pomysł Werczi. 
- Przecież już tyle razy byłyśmy w Londynie.- odparła znudzona Zuza. 
- Ale tylko na wyścigach, albo na imprezach, a nie zwiedzać, dlatego uważam, że to dobry pomysł.- stwierdziła Ola. 
- No okey.- mruknęła Zu. 
- Ale same?- zapytałam.
- Trochę kijowo, ale na pewno nie mam ochoty spędzać wieczoru z Kevin'em, ani nikim z bandy, także oni na wstępie odpadają.- odparła stanowczo Weronika. 
- To chyba nici z naszego wyjścia.- stwierdziła smutno Ola. 
- Czekajcie, mam pewien pomysł, ale muszę gdzieś zadzwonić. - odparłam i nie czekając na odpowiedź moich towarzyszek udałam się do kuchni, aby spokojnie porozmawiać. 
Wybrałam numer i czekałam na połączenie. Po kilku sygnałach usłyszałam w słuchawce dobrze mi znany męski głos. 
- Hej Klaudia.
- Cześć Wujku!- odpowiedziałam radośnie. 
- Coś się stało?- zapytał. 
- Nie, po prostu mam sprawę.- objaśniłam. 
- Jaką?
- Chciałam zapytać czy chłopcy mają dzisiaj wolny dzień.
- Tak, dziś tak, a coś się stało?- zapytał. 
- Po prostu chciałyśmy pozwiedzać Londyn, ale same nie za bardzo chcemy.- wyjaśniłam.
- I chcecie żeby Wam towarzyszyli?- dopytał. 
- Tak o to nam chodzi, więc może dasz mi numer któregoś z nich? Na przykład Niall'a. 
- Uuuuu, Niall'a.- zachichotał Paul. 
- Wujku!- pisnęłam na co on zaśmiał się głośno. 
- Dobra, wyślę Ci jego numer sms-em.- odpowiedział. 
- Dziękuję.- odpowiedziałam uradowana.- To cześć.
- Hej, nie tak prędko, Clodagh pytała kiedy znowu wpadniecie.
- Może jutro.- wzruszyłam ramionami. 
- Dobrze, to do zobaczenia.- powiedział. 
- Paa.- odsunęłam telefon od twarzy i nacisnęłam przycisk kończący połączenie. 
Po chwili dostałam sms-a z numerem telefonu blondyna i wybrałam go. Po kilku sygnałach usłyszałam lekko zachrypnięty głos chłopaka w słuchawce. 
- Halo?
- Hej, z tej strony Klaudia. Poznaliśmy się wczoraj u Paul'a.- wyjaśniłam. 
- No hej, coś się stało?- zapytał. 
- Nie po prostu chciałam zapytać...- zacięłam się.- Chciałam zapytać czy nie chcielibyście nam towarzyszyć w zwiedzaniu Londynu bo...- znów się zacięłam na co usłyszałam w słuchawce głośny śmiech Irlandczyka. 
- Jasne, czemu nie. Nie stresuj się tak.- zachichotał. 
- Niall!- pisnęłam.- Po prostu chcę być miła.- fuknęłam z udawanym oburzeniem na co znów usłyszałam donośny śmiech. 
- Dobra, spokojnie to gdzie i o której?- zapytał. 
- Za pół godziny u nas?- zaproponowałam. 
- Jasne, będziemy.
- To do zobaczenia.- zaśmiałam się. 
Rozłączyłam się i schowałam telefon do kieszeni. Udałam się z powrotem do salonu i od razu oznajmiłam. 
- Dobra zbierajcie się, jesteśmy umówione za pół godziny.
- Z kim?- zapytały chórem. 
- Niespodzianka.- klasnęłam w dłonie. 
- Dobra.- mruknęła Ola na co Weronika tylko przytaknęła. 
Dziewczyny wyszły się przygotować, a ja udałam się do łazienki, aby poprawić włosy i makijaż. Potem odwiedziłam jeszcze mój pokój i zabrałam lustrzankę, ponieważ stwierdziłam, że fajnie byłoby mieć jakieś zdjęcia. Gotowa zeszłam na dół i zabierając z półki w salonie papierosy udałam się na taras, aby zapalić. Po chwili wróciłam do salonu i rozsiadłam się wygodnie na kanapie. Spojrzałam na zegar zawieszony na ścianie i stwierdziłam, że zostało nam jeszcze tylko kilka minut do przyjścia chłopaków. W tym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć drzwi i zastałam w nich ową piątkę. Uśmiechnęłam się i zaprosiłam ich do środka. 
- Napijecie się czegoś?- zapytałam. 
- Nie, dzięki.- odpowiedzieli prawie równocześnie. 
- W takim razie zapraszam do salonu, bo musimy poczekać jeszcze na te księżniczki.- wywróciłam oczami na co usłyszałam donośny śmiech chłopaków. 
- Ja mam pytanie.- zaczął Niall.- Skąd Ty masz mój numer?- zapytał unosząc brew. 
- Wujek Paul.- zaśmiałam się. 
- To wszystko wyjaśnia.- zamyślił się blondyn. 
Po chwili w salonie pojawiła się Zuza, która była ubrana w to co wcześniej, tylko teraz zamiast prostych miała pokręcone włosy. Przywitała się z chłopakami i usiadła obok mnie na kanapie. Zaraz po nie w salonie pojawiły się Weronika i Olka. One w odróżnieniu od nas ubrały się bardzo dziewczęco i delikatnie. 
Ola wyglądała tak: 


Weronika natomiast tak: 


-To co idziemy?- zapytałam. 
- Idziemy.- odparli chórem. 
- Tylko weźcie sobie jakąś kurtkę czy coś, bo wieczory w Londynie czasami są zimne.- powiedział Li. Już wczoraj zauważyłam, że on jest najbardziej ogarnięty z tej całej bandy. 
Posłusznie wykonałyśmy jego polecenie i po chwili każda z nas trzymała w ręce czarną, skórzaną kurtkę. 
- WOW, wy tak wszystkie w tych kurtkach?- zapytał zdziwiony Zayn. 
- Tak wyszło.- wzruszyła ramionami Zuza. 
- Jak mafia.- zaśmiał się Lou na co i my wybuchnęliśmy gromkim śmiechem. 
Wyszliśmy z domu, a ja następnie zamknęłam go na klucz. 
- To w drogę!- krzyknął uradowany Harry na co my tylko zaśmialiśmy się. 


sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział Drugi

          Kochani! Na początku chcę Was bardzo, bardzo, bardzo mocno przeprosić za tak strasznie długą nieobecność! Jest mi strasznie przykro, że tak długo mnie nie było, ale postaram się poprawić. A co do rozdziału, trochę zmieniłam informacje na temat Paula na potrzeby opowiadania, a teraz łapcie drugi rozdział! Pozdrawiam ;*** 
                                                                                                                      Klaudia ^^    
------------------------------------------------------------------------------------------------------------


                              
                                                   *Perspektywa Aleksandry*


Drogi Pamiętniczku! 

Tak, to już jutro... Już jutro wyjeżdżamy. Boję się tego wyjazdu, nawet bardzo. Co on zmieni? Pogorszy czy może polepszy? Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku. Nie chcę opuszczać tych wszystkich ludzi. Tutaj mam swoją pozycję. Wszyscy mnie szanują i wiedzą, że lepiej ze mną nie zadzierać. A tam? Będę nikim. Żadne znajomości nic nie pomogą. Wkurwia mnie to i to bardzo. Po tym jak bardzo długo pracowałam  na swoją pozycję teraz mogę ją stracić, bo jak to określiła Weronika ,,Musimy z tym wszystkim skończyć". Z tym, czyli z czym? Piciem, paleniem, ćpaniem, wyścigami? Mam to gdzieś. Chcę żyć po swojemu! A teraz spadam zapalić. :D 

Zamknęłam gruby, czarny zeszyt w skórzanej okładce i położyłam go na moim łóżku. Zeszłam na dół. Weszłam do salonu i usiadłam na kanapie obok mojej mamy, która od razu mnie do siebie przytuliła.
-Co jest?- zapytałam patrząc na rodzicielkę.
-Będę tęsknić.- wymamrotała w moje włosy.
-Ja za Tobą też.- odpowiedziałam wtulając się w mamę.


Mimo całego mojego zachowania poza domem i tego co robię to moje kontakty z rodzicami są bardzo dobre. Uwielbiam spędzać z nimi czas. Chociaż czasem się kłócimy sądzę, że bardzo dobrze się dogadujemy. Uśmiechnęłam się i wstałam z kanapy. Udałam się na taras, a później do ogrodu. Usiadłam na huśtawce i odpaliłam papierosa. Było około 21.00. Na dworze panował półmrok. Było bardzo gorąco. Zaciągnęłam się dymem i przymknęłam powieki. Nie mogę uwierzyć w to, że dałam się na to wszystko namówić. Przecież tutaj mam idealne życie. Skończyłam szkołę, napisałam bardzo dobrze maturę, mam wykształcenie, świetnych przyjaciół, więc po jasną cholerę nam ta cała resocjalizacja? Tak, resocjalizacja mamy w Londynie pod okiem wujka Klaudii się ogarnąć. Przecież to żałosne. Mamy po 19 lat, a ktoś ma nas pilnować? Ale nie mam siły się nad tym już zastanawiać, w końcu się zgodziłam. Obrzuciłam zmęczonym spojrzeniem otoczenie i zgasiłam niedopałek.
Rozsiadłam się wygodniej i zaczęłam się huśtać. Jak za dawnych lat, jak dziecko, bez zmartwień i problemów. Kochałam taki stan, tak cudownie wolna. Wiatr czochrał moje włosy, a moja sukienka podnosiła się i opadała w rytm huśtania. Zatrzymałam się i zeszłam z huśtawki. Skierowałam swoje kroki do garażu. Wyjechałam samochodem z lekkim trudem i pojechałam w tylko mi znanym kierunku. Kilka minut później stałam już pod drzwiami domu Zuzy. Zadzwoniłam dzwonkiem i przede mną po chwili pojawiła się dziewczyna. Miała już na sobie piżamę i była wykąpana.
- Ola, co Ty tu robisz?- zapytała.
- Nie chcę tam jechać. - zająknęłam się.
- Skarbie..- dziewczyna zagarnęła mnie w swoje ramiona.- Wszystko będzie dobrze, uda nam się, obiecuję Ci Mordko.- uśmiechnęła się całując mnie w czoło.
- Dzięki. - odwzajemniłam uśmiech.
- A teraz spierdalaj do siebie, bo jak znam życie to się jeszcze na pewno nie spakowałaś. - zachichotała.
- Haha, masz rację. - odpowiedziałam.
Pomachałam jej na pożegnanie i wyjechałam samochodem z podwórka. Szybko znalazłam się u siebie. Zostawiłam samochód w garażu i pędem udałam się do mojego pokoju, aby dokończyć pakowanie. Skończyłam dość szybko, co rzadko się zdarzało w moim przypadku. Zeszłam na dół i udałam się do kuchni. Przy stole siedzieli moi rodzice i jedli kolację. Usiadłam na wolnym miejscu i zaczęłam konsumować.
- Gdzie byłaś?- zapytał mój tata.
- U Zuzy.- odpowiedziałam.
- Po co?- zapytała moja matka.
- Takie sprawy związane z wyjazdem, chciałam zapytać ile bierze kosmetyków i rzeczy i w ogóle.- skłamałam gładko.
- Okey. - mruknęła mama.
W ciszy skończyliśmy jeść późną kolację. Pożegnałam się krótkim ,,dobranoc" i udałam się do mojego królestwa. Postanowiłam wziąć szybki prysznic i iść spać.
Wykąpana i odświeżona wyparowałam z łazienki w mojej słodkiej różowej piżamie. Od razu udałam się do mojego pokoju w poszukiwaniu telefonu, który właśnie dzwonił. Rzuciłam się na łózko i w końcu po dość długich poszukiwaniach odnalazłam urządzenie. Na wyświetlaczu widniało imię Klaudia. Przesunęłam słuchawkę po ekranie tym samym odbierając.
- No nareszcie.- pisnęła Klaudia.
- A może jakieś cześć? - zapytałam.
- Taa hej, chciałam zapytać czy jesteś gotowa, tak po prostu.- zachichotała.
- Czyli się denerwujesz.- skomentowałam.
- Tak, trochę,- mruknęła.
- Oj, damy sobie radę. - zaśmiałam się,
- No ja mam nadzieję, ale jest też inna sprawa...- zacięła się.
- Jaka?- zapytałam marszcząc brwi.
- Co z tym towarem, który mam w domu?- zapytała.
- Kurwa... - mruknęłam.
- No właśnie.- dodała. - I co teraz? Przecież w domu tego nie zostawię, a tym bardziej nie wezmę do Londynu.
- No raczej.- mruknęłam. - Cholera, nie mam pojęcia co teraz zrobimy.
- Chyba mam pewien pomysł, ale nie wiem czy to wypali.- odpowiedziała.
- Mów.- poleciłam.
- Może zawiozłabym cały towar do Kuby?
- Dobry pomysł, ale nie wiem czy on będzie w domu.- skomentowałam.
- Pisałam do niego i powiedział, że tak, ale zostają jeszcze rodzice.
- Coś wymyślisz.- zaśmiałam się.
- Taa, dzięki za pomoc, czyli w sumie za nic.- odgryzła się.
- Haha nie ma za co kochanie.- odpowiedziałam.
- Dobra, kończę. Paa, do jutra.- zaśmiała się.
- Cześć.- zdążyłam tylko odpowiedzieć i usłyszałam dźwięk kończący połączenie.

Odłożyłam telefon na półkę i z powrotem udałam się do łazienki. Rozczesałam i wysuszyłam włosy, umyłam zęby i twarz. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze i postanowiłam w końcu położyć się spać. Szybko wróciłam do pokoju, spakowałam resztę rzeczy do walizki i podłączyłam telefon do ładowarki. Położyłam się do łóżka i mocno opatuliłam kołdrą. Po chwili już znajdowałam się w krainie Morfeusza.



                                                 **Perspektywa Klaudii**

Przed chwilą skończyłam rozmawiać z Kubą przez telefon. Zgodził się wziąć cały towar, nawet było mu to na rękę. Wpakowałam wszystko do torby, zarzuciłam na siebie bluzę i pędem wybiegłam z domu. Po drodze odpaliłam papierosa i wyjechałam samochodem z podjazdu.  Włączyłam radio, w którym właśnie leciała piosnka Lany Del Rey Summertime Sadness. Nuciłam pod nosem melodię przejeżdżając obok przystanku, gdy nagle zobaczyłam tam znajomą postać.
- Zuza...- mruknęłam sama do siebie i wycofałam samochód.
Zatrzymałam się i wyszłam z pojazdu. Prędko podbiegłam do dziewczyny, która stała tyłem do mnie dzierżąc w ręce papierosa. Musiała być bardzo zamyślona, ponieważ mnie nie zauważyła.
- Zuza!- zawołam.
Dziewczyna podskoczyła ze strachu, a ja cicho zaśmiałam się.
- Pojebało Cię?!- wrzasnęła kiedy zobaczyła, że to ja.
- Jakie miłe powitanie. - stwierdziłam zakładając ręce na piersi.
- Co Ty tu robisz? - zapytała.
- Jadę oddać Kubie towar, a Ty?
- Ale jak to towar? Ja wyszłam pomyśleć.
- No normalnie, w domu zostać nie może, a przecież go nie przemycę. - zachichotałam.
- Masz rację. To w takim razie jadę z Tobą. - odpowiedziała.
- To wskakuj. - zaśmiałam się wchodząc do samochodu.
Droga minęła nam na rozmowach i śmiechach. Kilkanaście minut później znalazłyśmy się pod domem Kuby. Zadzwoniłam dzwonkiem i czekałam aż ktoś otworzy drzwi. Po chwili pojawił się w nich uśmiechnięty Kuba.
- Hej!- zaśmiał się i pocałował mnie w  policzek.
- Hej.- odpowiedziałam czyniąc to samo.
Zaraz obok mnie pojawiła się Zuza, z którą chłopak przywitał się tak samo.
- To co tam macie?- zagadnął, a ja podałam mu torbę.
- Wow.- zdziwił się.- Dużo tego.- zachichotał.
- No tak wyszło.- zaśmiałam się.
- Dobra dziewczyny wiem, że się spieszycie, z resztą ja też, więc słuchajcie.- polecił, a my tylko pokiwałyśmy głowami. - Nie dam Wam za to kasy, bo uznałem, że to bez sensu, ale w Londynie mam ziomka. Podliczę ile i czego tam macie i taką samą ilość będziecie mogły sobie u niego wziąć za darmo, tylko powołajcie się na mnie. Koleś nazywa się David Williamson. To są namiary na niego.- powiedział podając nam kartkę z numerem i adresem chłopaka.- Naświetliłem mu już całą sytuację, tylko muszę mu powiedzieć ile towaru mam. Oczywiście nie musicie wszystkiego zabrać od razu, bo dosyć sporo tego.- uśmiechnął się cwaniacko.- Pasuje Wam?
- Jasne. - odpowiedziałyśmy chórem.
- To powodzenia w tym Londynie.- powiedział przytulając i całując w policzek najpierw mnie, potem Zuzę.- Mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy.- dodał z uśmiechem.
- Oczywiście.- odrzekłyśmy machając mu i wchodząc do samochodu.
- To co teraz?- zapytała Zuza.
- Która godzina?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- 22.10.- stwierdziła patrząc na ekran swojego telefonu.
- Mam pomysł.- mruknęłam na co dziewczyna popatrzyła na mnie czekając na odpowiedź, ale ja nie miałam zamiaru jej informować o szczegółach.
Odpaliłam silnik i ruszyłam w tylko mi znanym kierunku. Po kilku minutach znalazłyśmy się na opuszczonym placu. Dziewczyna uśmiechnęła się, bo już chyba wiedziała co chcę zrobić.
- Zapach palonej gumy to jest to.- mruknęłam zapinając odpięte do tej pory pasy. Moja towarzyszka uczyniła to samo.
-Gotowa?- zapytałam na co dziewczyna pokiwała głową.
No i zaczęło się. Najpierw trochę spaliłam gumę, potem z  zawrotną prędkością przejechałam przez cały plac, a na końcu zrobiłam obrót o 360* i zatrzymałam samochód. W powietrzu unosił się siwy dym i zapach gumy.
- Tak, tego potrzebowałam.- zachichotała Zu na co ja odpowiedziałam jej tym samym.
- Ja też. To co teraz do domu?- zapytałam na co dziewczyna pokiwała tylko głową.
Ruszyłyśmy z placu i udałyśmy się prosto do naszych domów. Wysadziłam Zuzę i ruszyłam do siebie. Zaparkowałam samochód w garażu i zapalając papierosa wyszłam z niego. Usiadłam na dużej, drewnianej huśtawce ustawionej w ogrodzie i zaciągnęłam się dymem. Wtedy zobaczyłam zbliżającego się w moją stronę ojca. Już chciałam wyrzucić fajkę, gdy nagle usłyszałam:
- Nie gaś, nie gaś, nie przyszedłem tutaj, żeby Cię umoralniać.- powiedział szybko i usiadł obok mnie.
- To co się stało?- zapytałam.
- Denerwujesz się. - stwierdził.
- Skąd ta pewność?
- Byłaś pojeździć.
- Masz rację.- przyznałam się.
- Nie masz powodu.
- Jak to nie mam powodu?! Jutro zmieni się całe moje życie!- wrzasnęłam.
- To wyjdzie Ci na dobre.- zaczął.
- Nie kończ nawet, bo zaraz się pokłócimy.- prychnęłam.- A chciałabym się z Wami pożegnać w miłej atmosferze.
- Masz rację, przepraszam.- mruknął.
- Okey, a teraz wybacz, ale chce mi się spać.- mruknęłam wstając i kierując się do domu.
Od razu udałam się do mojego pokoju i zabierając z niego piżamę oraz ręcznik udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam piżamę i wysuszyłam włosy. Udałam się z powrotem do mojej sypialni i dopakowałam walizkę. Jakie szczęście, że resztę rzeczy przetransportowaliśmy do Londynu wcześniej- pomyślałam. Podłączyłam telefon do ładowarki i rzuciłam się na moje łóżko. Po chwili wędrowałam już po krainie Morfeusza.


Niedziela, 30 Czerwca 2013r.


                                                          **Dzień wyjazdu**
Zostałam obudzona przez budzik w  moim telefonie ustawiony na godzinę 6.00. Przeklęłam pod nosem i wygrzebałam się z ciepłej pościeli. Wyciągnęłam z walizki ciuchy i ubrałam się w nie.



Udałam się do łazienki. Odbyłam poranną toaletę i zrobiłam delikatny makijaż. Zeszłam do kuchni, aby zjeść śniadanie wraz z rodzicami. Po śniadaniu tata pomógł mi znieść bagaże i pojechaliśmy po Weronikę, Musieliśmy jechać na dwa samochody, ponieważ moja mama też chciała jechać. Ola i Zuza ruszyły w drogę na lotnisko z rodzicami Loli. Po około dwóch godzinach byliśmy na miejscu. Pożegnałyśmy się z rodzicami i ruszyłyśmy w kierunku odprawy. Ta przebiegła dość sprawnie i już po chwili siedziałyśmy w samolocie. Po około 3 godzinach lotu wylądowaliśmy na lotnisku Heathrow. Zabierając nasze bagaże zadzwoniłyśmy po taksówkę. Po 20 minutach znalazłyśmy się pod naszym domem. Muszę przyznać, że był śliczny, a do tego miał basen.



Od drugiej strony znajdował się cudowny ogród.



Z uśmiechem na twarzy ruszyłam do środka. Zostawiłam bagaże w przedpokoju.
Następnie ruszyłam do salonu.

 A potem do łazienki.

 Na końcu udałam się do kuchni.

Muszę przyznać ten dom był cudowny. Wszystkie razem udałyśmy się na górę, aby zobaczyć  nasze pokoje. Mój był wprost cudowny.

A w dodatku miałam własną łazienkę!

Oli również.


Weroniki był dokładnie w jej stylu.

Zuzy był taki jak lubiła.


Po obejrzeniu naszych sypialni i pokoi gościnnych ruszyłyśmy na dół po nasze walizki i udając się do naszych pokoi zaczęłyśmy się rozpakowywać swoje rzeczy. Po około dwóch godzinach skończyłam. Zeszłam do kuchni i niedługo potem obok mnie pojawiły się dziewczyny.
- Nie mamy nic do jedzenia.- stwierdziłam.
- To jedziemy na zakupy.- stwierdziła Zuza.
Postanowiłyśmy jechać do supermarketu, którym okazało się być Tesco. Po około godzinnych zakupach wróciłyśmy do domu. Rozpakowałyśmy zakupy i w tym momencie dostałam sms-a. Odpisałam od razu.


- Dziewczyny zostałyśmy zaproszone na kolację do wujka.- poinformowałam.
- To świetnie.- odpowiedziały chórem.
- Na którą?
- Na 19.00.-odpowiedziałam.
- To mamy jeszcze 3 godziny.- stwierdziła Ola.
-Mhm.-odpowiedziałam tylko.
Zrobiłyśmy kilka kanapek i po chwili wszystkie pochłonęłyśmy je. Potem rozsiadłyśmy się w salonie na kanapie i oglądałyśmy telewizję.
- Ej, dziewczyny już 17.00.- zauważyła Lola.
- No trzeba się szykować.- skomentowała Weronika i zgodnie ruszyłyśmy na górę.
- Tylko ubierzcie się jakoś elegancko!- krzyknęłam zanim dziewczyny zniknęły za drzwiami swoich pokoi.

Wzięłam krótki, orzeźwiający prysznic i zaczęłam się szykować. Zrobiłam trochę mocniejszy makijaż, a włosy wysuszyłam i wyprostowałam. Wybrałam dla siebie taki zestaw ubrań:




Wyszłam z pokoju i udałam się do salonu, aby poczekać na resztę. Tam siedziała już Zuza.
Ona prezentowała się tak:


- Kurwa, jak ja nie lubię się stroić.- zajęczała.
- Daj spokój, musimy dobrze wypaść.- odpowiedziałam siadając obok dziewczyny.
Ta tylko mruknęła jakieś przekleństwo pod nosem na co ja zachichotałam. Po chwili w salonie pojawiła się Weronika. Ona wyglądała tak.

- Gdzie Ola? Już 18.40.- stwierdziła z przekąsem.
Wstałam z kanapy i udałam się na górę.
- Ola!- wrzasnęłam kiedy nie zastałam dziewczyny w jej sypialni.
- Idę!- krzyknęła wychodząc z łazienki.
- Wow. Nie przegięłaś?- zapytałam kiedy zobaczyłam jej strój.



- Co masz na myśli?- zapytała poprawiając włosy.
- No wiesz, nie jest aż zbyt elegancko?
- Pfff, wyglądam zajebiście.- stwierdziła na co ja wybuchłam gromkim śmiechem. - Spadaj.- dodała marszcząc brwi.
- Dobra chodź, bo się spóźnimy.- powiedziałam wychodząc z pokoju i ciągnąc za sobą dziewczynę.
Po chwili wszystkie razem wychodziłyśmy z domu. Droga nie zajęła nam dużo czasu, ponieważ wujek był moim sąsiadem. Zadzwoniłam do drzwi i po chwili pojawił się w nich Paul. Tak, Paul Higgins to mój wujek.
- Klaudia!- krzyknął i mocno mnie przytulił.
- Wujku, dusisz.- zachichotałam.
- Przepraszam.- zrobił to samo co ja i zaczął witać się z resztą.
Weszłam do przedpokoju i usłyszałam tupot stóp na schodach. Po chwili przede mną pojawiła się mała dziewczynka.

- Kjałdia!- krzyknęła biegnąc w moją stronę. Kucnęłam i rozłożyłam ramiona, aby dziewczynka mogła się przytulić.
- Magie!- zaśmiałam się podnosząc ją i kręcąc wokół własnej osi na co dziewczynka zapiszczała.
Postawiłam ją na ziemi, a w tym samym czasie w przedpokoju pojawiła się moja ciocia.
- Witaj Kochanie!- zaśmiała się i mnie przytuliła.
- Cześć ciociu.- powiedziałam z uśmiechem odrywając się od kobiety.- A gdzie mój mały książę?- zapytałam, a w tym samym momencie z salonu wyłoniła się blond czupryna.


- Mike!- pisnęłam i podbiegłam do chłopczyka. Wzięłam go w objęcia i zaczęłam nim kręcić w kółko. Chłopczyk odpowiadał na moje poczytania donośnym śmiechem.
Mike usadowił się wygodnie na moich rękach i nie miał zamiaru nigdzie się ruszać. Podeszłam do reszty, która ciągle stała w przedpokoju. W tym momencie wybrzmiał dźwięk dzwonka do drzwi. Magie wyrwała się z objęć swojej mamy i pobiegła otworzyć.
- Tata, wujkowie psyszli!- krzyknęła wesoło.
Jacy wujkowie?- pomyślałam.
- Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko, że zaprosiłem kogoś jeszcze.- odparł Paul i powędrował w stronę drzwi.


niedziela, 30 listopada 2014

Zwiastun^^

To jeszcze nie rozdział, ale już coś! Dzisiaj mam dla Was zwiastun mojego bloga. :)
Ogólnie przepraszam za tak długą nieobecność, ale obiecuję, że to się poprawi!
Zostawiam Was ze zwiastunem, komentujcie, oglądajcie!
Enjoy! :D



czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział pierwszy

 Cześć Skarby! Znów muszę Was przeprosić za moją długą nieobecność. :( Przykro mi bardzo  z tego powodu. Najpierw wyjechałam nad morze, a później nagle wszystko zaczęło się psuć. Nie będę Wam się tłumaczyć, bo wiem że zawaliłam (kolejny raz) i nie mam zamiaru się usprawiedliwiać. W takim razie zapraszam Was do czytania i komentowania drugiego rozdziału Innej Historii. :)
Enjoy! :D
P.S. Przypuszczam, że w przeciągu kilku dni na Never Ending Story też pojawi się w końcu nowy rozdział, więc i tam serdecznie Was zapraszam! :*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~




W końcu po krótkiej sprzeczce udało nam się wyjechać w drogę. Nie zajęła nam ona dużo czasu i już po kilku minutach znajdowałyśmy się przed Tesco. Wyszłyśmy z samochodu i od razu udałyśmy się do środka. Zabrałyśmy wózek i od razu zaczęłyśmy wrzucać do niego potrzebne nam produkty. Po około pół godzinnych zakupach miałyśmy wszystko czego potrzebowałyśmy. Uregulowałam rachunek i wyszłyśmy ze sklepu. Tym razem bez sprzeczek udało nam się dotrzeć do domu. Wypakowałyśmy zakupy i zabrałyśmy się za robienie kolacji. Nagle mój telefon zaczął z siebie wydawać dźwięk zwiastujący nadchodzące połączenie. Wytarłam ręce i szybko podbiegłam do urządzenia. Gdy na wyświetlaczu zobaczyłam imię Kevin trochę się zaniepokoiłam. Przeciągnęłam zieloną słuchawkę po ekranie tym samym odbierając.
-Tak, słucham.-powiedziałam niepewnie.
-Witaj Piękna. To ja, Kevin. Mam pytanie.- z jego głosu dało się już wyczytać jakie.
-Więc słucham.- odpowiedziałam głupkowato.
-Przecież wiesz, że chodzi o wyścig. Chciałem po prostu zapytać czy będziecie w najbliższym czasie w Londynie?
-Raczej nie.- skłamałam zaciskając usta w wąską linijkę.Bałam się, że wyczuje kłamstwo w moim głosie, jednak tak się nie stało.
-Och, szkoda, bo Jack o Was pytał, ale cóż mówi się trudno. W takim razie trzymaj się, a jak byście zmieniły plany to zadzwoń. Pozdrów dziewczyny. Pa mała.
-Cześć, Kevin.- powiedziałam sucho i odetchnęłam z ulgą słysząc dźwięk kończący połączenie.
Oparłam się rękoma o blat kuchenny ciężko oddychając. Zastanawiałam się co stało się z Kevin'em. Chciał po prostu mnie wystawić Jack'owi. To nie był ten sam człowiek, którego widziałam jeszcze dwa miesiące temu. Potrząsnęłam głową odganiając od siebie złe myśli. Odsunęłam się od blatu i podeszłam do dziewczyn, które właśnie kończyły przygotowywać sałatkę.
-Macie pozdrowienia od Kevin'a.- uśmiechnęłam się blado.
-Fajnie, ale widzę, że coś się dzieje. Jesteś strasznie blada.- powiedziała Zuza patrząc na mnie z troską.
-Dzwonił tylko po to by zapytać, czy nie chcemy się ścigać, bo Jack pytał.- odrzekłam na jednym oddechu.
-Czy on się kuźwa z osłem na mózgi zamienił?!- zapytała Ola podniesionym głosem na co my cicho zachichotałyśmy.
-No właśnie, przecież Jack jakby nie patrząc wydał na nas wyrok.- dodała Weronika.
-Co się dzieje z tym kolesiem. Nie poznaję go.- zaznaczyła Zuzka.
-Ja też, ale co mam zrobić. Skłamałam po prostu i po sprawie.- odrzekłam lekceważąc całą sprawę.
-No właśnie nie. Pamiętasz jak Cię urządził, kiedy poprzecinał linki hamulcowe w Twoim samochodzie. Dachowałaś. Na całe szczęście to było tylko kilka zadrapań, ale nikt nie wie co mu może strzelić do głowy. Musimy pogadać z Kevin'em.- powiedziała jak zawsze najbardziej ogarnięta Weronika. Mimo, że była bardzo dobrym kierowcą nie chciała nawet słyszeć o jakiż wyścigach, a tym bardziej nielegalnych.
-Przynudzasz Stara. Dobrze wiesz, że Kevin nie chce abyśmy startowały, ale nie ma po prostu innego wyjścia.- odpowiedziałam dziewczynie na co ta przewróciła oczami.
-Kurde Klaudia!- pisnęła Olka.
-No co?! Co ja mogę zrobić?! Jak już raz w to weszłam, to teraz się tak łatwo nie wyplączę.- stwierdziłam.- I Zu tak samo.- dodałam cicho.
-Musimy coś z tym zrobić.- zarządziła Weronika na co my tylko przytaknęłyśmy głowami.- Ale teraz zjedzmy, bo zaraz wszystko ostygnie. -dodała, a my pokornie wykonałyśmy jej polecenie.
Zjadłyśmy kolację i rozsiadłyśmy się wygodnie na kanapie w salonie.
-Komu piwo? - zapytała Ola wstając. Wszystkie zgodnie podniosłyśmy ręce.
-Weź jeszcze fajki i popielniczkę.- dodałam, a sama wstałam i udałam się do półki, na której leżał mój elektroniczny  papieros z liquid'em o smaku truskawkowym. Włączyłam go i zaciągnęłam się. Dym rozszedł się po pomieszczeniu dając przyjemny zapach. Po kilku zaciągnięciach poczułam lekkie szturchnięcie w bark. Spojrzałam w stronę Zuzy, która wyciągała rękę po moją własność. Zaśmiałam się cicho i podałam dziewczynie urządzenie. Wstałam  z kanapy i oznajmiłam dziewczynom.
-Idę do Oli, bo ona chyba dopiero chmiel na te piwo zbiera.
Dziewczyny słysząc moją wypowiedź wybuchły gromkim śmiechem, ale nie skomentowały. Wyszłam z pomieszczenia i szybkim krokiem udałam się do kuchni.
-Co tak długo?-zapytałam z wyrzutem wchodząc.
-No szukam jakiegoś żarcia.-powiedziała szperając w półce.
-To nie mogłaś zawołać?-zapytałam.-Czego szukasz?
-Jakieś chrupki, ciastka, coś dobrego.- odpowiedziała.
-Mhm. Druga półka po prawej stronie.- wyjaśniłam zabierając piwo i papierosy.
Dziewczyna podążyła tuż za mną niosąc przekąski. Postawiłyśmy produkty na stoliku i Ola od razu usiadła na fotelu, a ja musiałam dolać liquid'u do mojej fajki, bo moje przyjaciółki się nią poczęstowały. Nagle mnie oświeciło.
-Ej, a Wy macie jakieś ciuchy ze sobą?-zapytałam.
-A po co?- powiedziała Zuza.
-No przecież zostajecie na cały weekend. Moi rodzice wyjechali w delegację i wracają dopiero we wtorek. Nie mówiłam Wam?
-Coś wspominałaś, ale kto teraz pojedzie po jakieś nasze rzeczy skoro wszystkie wypiłyśmy?- zapytała Weronika.
-Oprócz mnie.-skomentowałam.- W takim razie pakować tyłki do samochodu i jedziemy.- dodałam.
-Dobrze mamusiu.- zachichotała Ola na co ja zgromiłam ją wzrokiem.
-Wiesz, córciu Tobie to by się takie porządne lanie przydało.- skomentowałam podchodząc do dziewczyny.
Ta pisnęła i schowała się za plecami Zuzy.
-Dobra dzieci spokój. Miałyśmy jechać, więc jedźmy.- zarządziła Weronika ciągnąc Olę i Zuzę za rękę.- A Ty weź kluczyki.- odwróciła się mówiąc do mnie. Posłusznie wykonałam jej polecenie. Zabrałam kluczyki od samochodu i od domu oraz dokumenty i paczkę papierosów. Zgasiłam światło i wyszłam z domu zamykając go na klucz.
Wsiadłyśmy do samochodu i podjechałyśmy najpierw pod dom Zuzy. Wysiadłam z samochodu i zapaliłam papierosa. Weronika zgromiła mnie mnie wzrokiem, kiedy chciałam odpalić drugiego, więc schowałam paczkę do kieszeni spodni i posłusznie czekałam na przyjście dziewczyny. Pojawiła się po chwili z torbą pełną ciuchów. Następnie udałyśmy się do Oli, ale z nią musiałyśmy wejść do domu, bo pewne było, że sama raczej wybierałaby się trzy godziny. Pomogłyśmy się jej szybko spakować i wyruszyłyśmy do domu Weroniki. Jej spakowanie się zajęło kilka minut, więc już po chwili wracałyśmy do domu.  Z powrotem rozsiadłyśmy się na kanapie i włączyłyśmy telewizor. Wypiłyśmy piwo, potem butelkę wina i każda po dwa drinki. Około 2.00 w nocy zmęczone i lekko  podpite położyłyśmy się spać.


Piątek, 20 Czerwca 2013r.


                                   ** Następnego dnia **
Obudziły mnie ciepłe promienie słońca. Przetarłam oczy i niechętnie zwlekłam się z łóżka. Weszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Opatulona w ręcznik udałam się z powrotem do mojej sypialni w poszukiwaniu jakiś czystych ciuchów. Wygrzebałam z szafy krótkie jeansowe spodenki i białą bokserkę oraz czystą bieliznę. Wytarłam dokładnie swoje już prawie suche ciało i ubrałam się we wcześniej naszykowany strój. Zeszłam do kuchni i okazało się, że dziewczyny już dawno wstały i zjadły śniadanie.
-Ej patrzcie Śpiąca Królewna się obudziła!-krzyknęła radośnie Zuza na co ja w odpowiedzi pokazałam jej tylko środkowy palec otwierając lodówkę. Wyjęłam z niej butelkę wody i nalałam sobie jej do szklanki. Wypiłam duszkiem zawartość i odstawiłam szklankę do zlewu. Usiadłam przy stole i ukradłam jedną kanapkę z talerza Weroniki. Ta spojrzała na mnie morderczym wzrokiem, a ja cmoknęłam w powietrzu.
Zjadłam ją i sięgnęłam po kolejną. Kiedy w końcu się najadłam stwierdziłam, że muszę zapalić. Wyszłam na taras i odpaliłam jednego. Zaciągnęłam się dymem przymykając powieki. Słońce delikatnie pieściło moją twarz. Uśmiechnęłam się delikatnie i otworzyłam oczy. Dokończyłam palenie papierosa i weszłam z powrotem do domu.
-Nudno mi.- stwierdziła Lola robiąc smutną minkę.
-To poróbmy coś.- odezwała się Weronika.
-Tylko co?- zapytała Zuza.
-Chodźmy na jakąś imprezę. - stwierdziłam, a w tym samym czasie telefon Weroniki zaczął dzwonić.
Dziewczyna wyszła z pomieszczenia, aby odebrać. Po chwili wróciła z uśmiechem na ustach.
-Już nie musimy się martwić co będziemy robić. Zostałyśmy zaproszone na imprezę do Kuby. - wyjaśniła.
-No i super.-ucieszyła się Ola.- Ale nie mamy się w co ubrać.-dodała, na co ja się tylko  zaśmiałam.
-No to jedziemy na zakupy.- stwierdziłam.
Przebrałyśmy się i wyszłyśmy z domu. Droga do galerii handlowej zajęła nam 30 minut. Zaparkowałyśmy samochód i ruszyłyśmy na zakupy. Najpierw odwiedziłyśmy nasze ulubione sklepy, a później resztę. Po około 4 godzinach spędzonych na kupowaniu obładowane udałyśmy się do Mc'Donald'a na jakiś niezdrowy obiad. Następnie wróciłyśmy do domu. Rozsiadłyśmy się na kanapie i włączyłyśmy telewizor.
-Ej, ale musimy coś ustalić.-wypaliła nagle Zuzka.
-Co?-zapytałam.
-No czy pijemy czy ćpamy?- dodała.
-To i to.- wypaliła Ola bez zastanowienia, na co my spojrzałyśmy na nią jak na kogoś niespełna rozumu.
-No dobra, dobra jedna kreska i jeden joint, a później tylko pijemy.
-Na to chyba mogę się zgodzić.- stwierdziła Weronika.
-Chyba pora zacząć się szykować nie sądzicie?- zapytałam. Dziewczyny tylko przytaknęły i udałyśmy się do mojego pokoju.
Po kolei wzięłyśmy prysznic i zaczęłyśmy się szykować. W pełni umalowane i ubrane zadzwoniłyśmy po taksówkę. Około godziny 20.00 zjawiłyśmy się w domu Kuby. Zadzwoniłyśmy do drzwi i po chwili w nich pojawił się Kuba.




-Cześć dziewczyny! Co dla Was?- zapytał od razu.
-Cztery jointy i trochę koki.- odpowiedziałam.
-Proszę bardzo.-odpowiedział podając nam narkotyki.
-Dzięki.-odpowiedziałyśmy chórem.
Weszłyśmy do salonu i rozsiadłyśmy się na kanapie. Wzięłyśmy sobie po piwie i zapaliłyśmy po joincie. Później w szampańskim nastroju ruszyłyśmy na parkiet. Po kilku godzinach tańczenia wszystkie udałyśmy się do toalety. Rozsypałyśmy biały proszek na szafce w równych kreskach. Zwinęłam banknot dziesięciozłotowy i jako pierwsza wciągnęłam narkotyk do nosa.

Następnie zrobiły to moje przyjaciółki. Wyszłyśmy z toalety i poszłyśmy się dalej bawić.
Około 5.00 nad ranem pijane i zmęczone wróciłyśmy do domu i od razu położyłyśmy się spać.

Kolejne dni mijały nam w podobny sposób. Żyłyśmy od imprezy do imprezy. Ciężko było nam przyswoić do siebie myśl, że za niedługo wyjeżdżamy. Dopiero w piątek następnego tygodnia udało nam się wytrzeźwieć. Teraz pozostawało nam tylko się spakować i czekać  do wyjazdu...


wtorek, 22 lipca 2014

Prolog

No to zaczynamy z nowym blogiem! Zapraszam do czytania i komentowania. Mam nadzieję, że się Wam spodoba! Enjoy :D
---------------------------------------------------------------------------------------------





               Retrospekcja  
** 2 miesiące wcześniej ** 
Na ulicy było pusto. Wszyscy normalni ludzie już dawno siedzieli w swoich ciepłych mieszkaniach. Niedawno przestało padać, więc jezdnia była dosyć śliska. Zegar już dawno wybił północ. Na chodnikach gromadzili się ludzie chcący zobaczyć to wydarzenie. Robiło się coraz głośniej. Zawodnicy rozgrzewali silniki swoich samochodów. Ryk aut uniemożliwiał rozmowy. Ludzie przekrzykiwali się. On powolnym krokiem zmierzał w moją stronę. Mój największy rywal. Z wymalowaną na twarzy wyższością stanął tuż przede mną. Skrzyżowałam ręce na piersiach czekając na to co mi za chwilę powie. Uśmiechnął się cwaniacko i zaczął. 
-No proszę, Panna Kowalska znów zjawiła się w Londynie. To w Polsce nie macie wyścigów?-jednym zdaniem podniósł mi ciśnienie. 
-Pytasz, bo boisz się konkurencji?-odgryzłam się. 
-Haha. Proszę Cię. I może masz jeszcze na myśli siebie?- zapytał bezczelnie. 
-Nic takiego nie powiedziałam, ale radziłabym Ci już iść do twojej laski, bo on ją zaraz przeleci.-zaśmiałam się patrząc jak chłopak szybko biegnie do swojego samochodu.- Dureń.-dodałam bardziej do siebie i wsiadłam do mojego cacka. Odpaliłam silnik i porządnie zagazowałam. Ustawiliśmy się na starcie. Dziewczyna w krótkiej spódniczce ściągnęła koszulkę i machnęła nią. Ruszyłam z zawrotną prędkością. Teraz liczyła się tylko wygrana... Ostatni zakręt i meta. Muszę prędko wyjść na prowadzenie.-pomyślałam wciskając pedał gazu do końca. Silnik odezwał się głośno, a mnie aż wcisnęło do fotela. W końcu dogoniłam Jack'a. Zmieniłam bieg i wyprzedziłam go. Teraz już miałam pewność, że mi się udało. Dojechałam do mety. Zahamowałam z piskiem i od razu wysiadłam z samochodu. Przywitały mnie piski i gwizdy. Obok mnie z zawrotną prędkością pojawiło się mnóstwo ludzi, którzy koniecznie chcieli mi pogratulować. Wśród całego tłumu odnalazłam wzrokiem moje przyjaciółki, które usilnie próbowały się do mnie przecisnąć. Nagle jednak tłum się rozstąpił na dwie połowy, a po środku stanął Jack. 
-To jeszcze nie koniec.-powiedział przez zęby obrzucając mnie wrogim spojrzeniem i odszedł. 
Stałam osłupiona pośród ludzi. O co mu mogło chodzić?-zapytałam samą siebie. W tym samym momencie poczułam mocne szarpnięcie i zostałam przytulona przez cztery osoby naraz. Zaśmiałam się cicho i grzecznie czekałam, aż w końcu mnie puszczą. 
-Myślałam, że mnie udusicie.-powiedziałam, gdy w końcu udało mi się wyswobodzić z uścisku. 
-No wiesz co? Przecież wygrałaś! To tylko z radości!-broniła się Ola. Cała ona. Moja mała głupiutka Ola... 

Teraźniejszość
Czwartek, 19 Czerwca 2013r.
Siedziałyśmy właśnie w czwórkę oglądając zdjęcia w naszym albumie. Każda z nas patrząc na fotografię przywoływała w swojej głowie wspomnienia z minionego dnia. 19 Kwietnia 2013r. był dla mnie szczęśliwą datą. Wtedy wygrałam najważniejszy wyścig w swoim życiu.
-Ej, a Wy czaicie to, że za kilka tygodni będziemy tam już na stałe?-zapytała głupkowato Zuza.
-No co Ty.-odpowiedziała jej kąśliwie Olka.
-A idź się utop.- odgryzła się Zuzka.
Zachichotałam cicho słysząc ,,bardzo inteligentną'' rozmowę moich przyjaciółek, na co te zgromiły mnie wzrokiem.
-Głodna jestem.- zajęczała Weronika i jak na zawołanie zaburczało jej w brzuchu.
-No to jedziemy do sklepu.-zarządziłam.
-Po piwo!-krzyknęła Zuza.
-Po fajki!-dodała Lola.
-I po żarcie oczywiście.- skomentowała Weronika.
Wyszłyśmy z mojego domu zamykając drzwi na klucz i wsiadłyśmy do samochodu. Ja zajęłam miejsce za kierownicą, a reszta zaczęła się kłócić kto będzie siedział z przodu. Czułam, że czeka mnie długa droga...