sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział Drugi

          Kochani! Na początku chcę Was bardzo, bardzo, bardzo mocno przeprosić za tak strasznie długą nieobecność! Jest mi strasznie przykro, że tak długo mnie nie było, ale postaram się poprawić. A co do rozdziału, trochę zmieniłam informacje na temat Paula na potrzeby opowiadania, a teraz łapcie drugi rozdział! Pozdrawiam ;*** 
                                                                                                                      Klaudia ^^    
------------------------------------------------------------------------------------------------------------


                              
                                                   *Perspektywa Aleksandry*


Drogi Pamiętniczku! 

Tak, to już jutro... Już jutro wyjeżdżamy. Boję się tego wyjazdu, nawet bardzo. Co on zmieni? Pogorszy czy może polepszy? Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku. Nie chcę opuszczać tych wszystkich ludzi. Tutaj mam swoją pozycję. Wszyscy mnie szanują i wiedzą, że lepiej ze mną nie zadzierać. A tam? Będę nikim. Żadne znajomości nic nie pomogą. Wkurwia mnie to i to bardzo. Po tym jak bardzo długo pracowałam  na swoją pozycję teraz mogę ją stracić, bo jak to określiła Weronika ,,Musimy z tym wszystkim skończyć". Z tym, czyli z czym? Piciem, paleniem, ćpaniem, wyścigami? Mam to gdzieś. Chcę żyć po swojemu! A teraz spadam zapalić. :D 

Zamknęłam gruby, czarny zeszyt w skórzanej okładce i położyłam go na moim łóżku. Zeszłam na dół. Weszłam do salonu i usiadłam na kanapie obok mojej mamy, która od razu mnie do siebie przytuliła.
-Co jest?- zapytałam patrząc na rodzicielkę.
-Będę tęsknić.- wymamrotała w moje włosy.
-Ja za Tobą też.- odpowiedziałam wtulając się w mamę.


Mimo całego mojego zachowania poza domem i tego co robię to moje kontakty z rodzicami są bardzo dobre. Uwielbiam spędzać z nimi czas. Chociaż czasem się kłócimy sądzę, że bardzo dobrze się dogadujemy. Uśmiechnęłam się i wstałam z kanapy. Udałam się na taras, a później do ogrodu. Usiadłam na huśtawce i odpaliłam papierosa. Było około 21.00. Na dworze panował półmrok. Było bardzo gorąco. Zaciągnęłam się dymem i przymknęłam powieki. Nie mogę uwierzyć w to, że dałam się na to wszystko namówić. Przecież tutaj mam idealne życie. Skończyłam szkołę, napisałam bardzo dobrze maturę, mam wykształcenie, świetnych przyjaciół, więc po jasną cholerę nam ta cała resocjalizacja? Tak, resocjalizacja mamy w Londynie pod okiem wujka Klaudii się ogarnąć. Przecież to żałosne. Mamy po 19 lat, a ktoś ma nas pilnować? Ale nie mam siły się nad tym już zastanawiać, w końcu się zgodziłam. Obrzuciłam zmęczonym spojrzeniem otoczenie i zgasiłam niedopałek.
Rozsiadłam się wygodniej i zaczęłam się huśtać. Jak za dawnych lat, jak dziecko, bez zmartwień i problemów. Kochałam taki stan, tak cudownie wolna. Wiatr czochrał moje włosy, a moja sukienka podnosiła się i opadała w rytm huśtania. Zatrzymałam się i zeszłam z huśtawki. Skierowałam swoje kroki do garażu. Wyjechałam samochodem z lekkim trudem i pojechałam w tylko mi znanym kierunku. Kilka minut później stałam już pod drzwiami domu Zuzy. Zadzwoniłam dzwonkiem i przede mną po chwili pojawiła się dziewczyna. Miała już na sobie piżamę i była wykąpana.
- Ola, co Ty tu robisz?- zapytała.
- Nie chcę tam jechać. - zająknęłam się.
- Skarbie..- dziewczyna zagarnęła mnie w swoje ramiona.- Wszystko będzie dobrze, uda nam się, obiecuję Ci Mordko.- uśmiechnęła się całując mnie w czoło.
- Dzięki. - odwzajemniłam uśmiech.
- A teraz spierdalaj do siebie, bo jak znam życie to się jeszcze na pewno nie spakowałaś. - zachichotała.
- Haha, masz rację. - odpowiedziałam.
Pomachałam jej na pożegnanie i wyjechałam samochodem z podwórka. Szybko znalazłam się u siebie. Zostawiłam samochód w garażu i pędem udałam się do mojego pokoju, aby dokończyć pakowanie. Skończyłam dość szybko, co rzadko się zdarzało w moim przypadku. Zeszłam na dół i udałam się do kuchni. Przy stole siedzieli moi rodzice i jedli kolację. Usiadłam na wolnym miejscu i zaczęłam konsumować.
- Gdzie byłaś?- zapytał mój tata.
- U Zuzy.- odpowiedziałam.
- Po co?- zapytała moja matka.
- Takie sprawy związane z wyjazdem, chciałam zapytać ile bierze kosmetyków i rzeczy i w ogóle.- skłamałam gładko.
- Okey. - mruknęła mama.
W ciszy skończyliśmy jeść późną kolację. Pożegnałam się krótkim ,,dobranoc" i udałam się do mojego królestwa. Postanowiłam wziąć szybki prysznic i iść spać.
Wykąpana i odświeżona wyparowałam z łazienki w mojej słodkiej różowej piżamie. Od razu udałam się do mojego pokoju w poszukiwaniu telefonu, który właśnie dzwonił. Rzuciłam się na łózko i w końcu po dość długich poszukiwaniach odnalazłam urządzenie. Na wyświetlaczu widniało imię Klaudia. Przesunęłam słuchawkę po ekranie tym samym odbierając.
- No nareszcie.- pisnęła Klaudia.
- A może jakieś cześć? - zapytałam.
- Taa hej, chciałam zapytać czy jesteś gotowa, tak po prostu.- zachichotała.
- Czyli się denerwujesz.- skomentowałam.
- Tak, trochę,- mruknęła.
- Oj, damy sobie radę. - zaśmiałam się,
- No ja mam nadzieję, ale jest też inna sprawa...- zacięła się.
- Jaka?- zapytałam marszcząc brwi.
- Co z tym towarem, który mam w domu?- zapytała.
- Kurwa... - mruknęłam.
- No właśnie.- dodała. - I co teraz? Przecież w domu tego nie zostawię, a tym bardziej nie wezmę do Londynu.
- No raczej.- mruknęłam. - Cholera, nie mam pojęcia co teraz zrobimy.
- Chyba mam pewien pomysł, ale nie wiem czy to wypali.- odpowiedziała.
- Mów.- poleciłam.
- Może zawiozłabym cały towar do Kuby?
- Dobry pomysł, ale nie wiem czy on będzie w domu.- skomentowałam.
- Pisałam do niego i powiedział, że tak, ale zostają jeszcze rodzice.
- Coś wymyślisz.- zaśmiałam się.
- Taa, dzięki za pomoc, czyli w sumie za nic.- odgryzła się.
- Haha nie ma za co kochanie.- odpowiedziałam.
- Dobra, kończę. Paa, do jutra.- zaśmiała się.
- Cześć.- zdążyłam tylko odpowiedzieć i usłyszałam dźwięk kończący połączenie.

Odłożyłam telefon na półkę i z powrotem udałam się do łazienki. Rozczesałam i wysuszyłam włosy, umyłam zęby i twarz. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze i postanowiłam w końcu położyć się spać. Szybko wróciłam do pokoju, spakowałam resztę rzeczy do walizki i podłączyłam telefon do ładowarki. Położyłam się do łóżka i mocno opatuliłam kołdrą. Po chwili już znajdowałam się w krainie Morfeusza.



                                                 **Perspektywa Klaudii**

Przed chwilą skończyłam rozmawiać z Kubą przez telefon. Zgodził się wziąć cały towar, nawet było mu to na rękę. Wpakowałam wszystko do torby, zarzuciłam na siebie bluzę i pędem wybiegłam z domu. Po drodze odpaliłam papierosa i wyjechałam samochodem z podjazdu.  Włączyłam radio, w którym właśnie leciała piosnka Lany Del Rey Summertime Sadness. Nuciłam pod nosem melodię przejeżdżając obok przystanku, gdy nagle zobaczyłam tam znajomą postać.
- Zuza...- mruknęłam sama do siebie i wycofałam samochód.
Zatrzymałam się i wyszłam z pojazdu. Prędko podbiegłam do dziewczyny, która stała tyłem do mnie dzierżąc w ręce papierosa. Musiała być bardzo zamyślona, ponieważ mnie nie zauważyła.
- Zuza!- zawołam.
Dziewczyna podskoczyła ze strachu, a ja cicho zaśmiałam się.
- Pojebało Cię?!- wrzasnęła kiedy zobaczyła, że to ja.
- Jakie miłe powitanie. - stwierdziłam zakładając ręce na piersi.
- Co Ty tu robisz? - zapytała.
- Jadę oddać Kubie towar, a Ty?
- Ale jak to towar? Ja wyszłam pomyśleć.
- No normalnie, w domu zostać nie może, a przecież go nie przemycę. - zachichotałam.
- Masz rację. To w takim razie jadę z Tobą. - odpowiedziała.
- To wskakuj. - zaśmiałam się wchodząc do samochodu.
Droga minęła nam na rozmowach i śmiechach. Kilkanaście minut później znalazłyśmy się pod domem Kuby. Zadzwoniłam dzwonkiem i czekałam aż ktoś otworzy drzwi. Po chwili pojawił się w nich uśmiechnięty Kuba.
- Hej!- zaśmiał się i pocałował mnie w  policzek.
- Hej.- odpowiedziałam czyniąc to samo.
Zaraz obok mnie pojawiła się Zuza, z którą chłopak przywitał się tak samo.
- To co tam macie?- zagadnął, a ja podałam mu torbę.
- Wow.- zdziwił się.- Dużo tego.- zachichotał.
- No tak wyszło.- zaśmiałam się.
- Dobra dziewczyny wiem, że się spieszycie, z resztą ja też, więc słuchajcie.- polecił, a my tylko pokiwałyśmy głowami. - Nie dam Wam za to kasy, bo uznałem, że to bez sensu, ale w Londynie mam ziomka. Podliczę ile i czego tam macie i taką samą ilość będziecie mogły sobie u niego wziąć za darmo, tylko powołajcie się na mnie. Koleś nazywa się David Williamson. To są namiary na niego.- powiedział podając nam kartkę z numerem i adresem chłopaka.- Naświetliłem mu już całą sytuację, tylko muszę mu powiedzieć ile towaru mam. Oczywiście nie musicie wszystkiego zabrać od razu, bo dosyć sporo tego.- uśmiechnął się cwaniacko.- Pasuje Wam?
- Jasne. - odpowiedziałyśmy chórem.
- To powodzenia w tym Londynie.- powiedział przytulając i całując w policzek najpierw mnie, potem Zuzę.- Mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy.- dodał z uśmiechem.
- Oczywiście.- odrzekłyśmy machając mu i wchodząc do samochodu.
- To co teraz?- zapytała Zuza.
- Która godzina?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- 22.10.- stwierdziła patrząc na ekran swojego telefonu.
- Mam pomysł.- mruknęłam na co dziewczyna popatrzyła na mnie czekając na odpowiedź, ale ja nie miałam zamiaru jej informować o szczegółach.
Odpaliłam silnik i ruszyłam w tylko mi znanym kierunku. Po kilku minutach znalazłyśmy się na opuszczonym placu. Dziewczyna uśmiechnęła się, bo już chyba wiedziała co chcę zrobić.
- Zapach palonej gumy to jest to.- mruknęłam zapinając odpięte do tej pory pasy. Moja towarzyszka uczyniła to samo.
-Gotowa?- zapytałam na co dziewczyna pokiwała głową.
No i zaczęło się. Najpierw trochę spaliłam gumę, potem z  zawrotną prędkością przejechałam przez cały plac, a na końcu zrobiłam obrót o 360* i zatrzymałam samochód. W powietrzu unosił się siwy dym i zapach gumy.
- Tak, tego potrzebowałam.- zachichotała Zu na co ja odpowiedziałam jej tym samym.
- Ja też. To co teraz do domu?- zapytałam na co dziewczyna pokiwała tylko głową.
Ruszyłyśmy z placu i udałyśmy się prosto do naszych domów. Wysadziłam Zuzę i ruszyłam do siebie. Zaparkowałam samochód w garażu i zapalając papierosa wyszłam z niego. Usiadłam na dużej, drewnianej huśtawce ustawionej w ogrodzie i zaciągnęłam się dymem. Wtedy zobaczyłam zbliżającego się w moją stronę ojca. Już chciałam wyrzucić fajkę, gdy nagle usłyszałam:
- Nie gaś, nie gaś, nie przyszedłem tutaj, żeby Cię umoralniać.- powiedział szybko i usiadł obok mnie.
- To co się stało?- zapytałam.
- Denerwujesz się. - stwierdził.
- Skąd ta pewność?
- Byłaś pojeździć.
- Masz rację.- przyznałam się.
- Nie masz powodu.
- Jak to nie mam powodu?! Jutro zmieni się całe moje życie!- wrzasnęłam.
- To wyjdzie Ci na dobre.- zaczął.
- Nie kończ nawet, bo zaraz się pokłócimy.- prychnęłam.- A chciałabym się z Wami pożegnać w miłej atmosferze.
- Masz rację, przepraszam.- mruknął.
- Okey, a teraz wybacz, ale chce mi się spać.- mruknęłam wstając i kierując się do domu.
Od razu udałam się do mojego pokoju i zabierając z niego piżamę oraz ręcznik udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam piżamę i wysuszyłam włosy. Udałam się z powrotem do mojej sypialni i dopakowałam walizkę. Jakie szczęście, że resztę rzeczy przetransportowaliśmy do Londynu wcześniej- pomyślałam. Podłączyłam telefon do ładowarki i rzuciłam się na moje łóżko. Po chwili wędrowałam już po krainie Morfeusza.


Niedziela, 30 Czerwca 2013r.


                                                          **Dzień wyjazdu**
Zostałam obudzona przez budzik w  moim telefonie ustawiony na godzinę 6.00. Przeklęłam pod nosem i wygrzebałam się z ciepłej pościeli. Wyciągnęłam z walizki ciuchy i ubrałam się w nie.



Udałam się do łazienki. Odbyłam poranną toaletę i zrobiłam delikatny makijaż. Zeszłam do kuchni, aby zjeść śniadanie wraz z rodzicami. Po śniadaniu tata pomógł mi znieść bagaże i pojechaliśmy po Weronikę, Musieliśmy jechać na dwa samochody, ponieważ moja mama też chciała jechać. Ola i Zuza ruszyły w drogę na lotnisko z rodzicami Loli. Po około dwóch godzinach byliśmy na miejscu. Pożegnałyśmy się z rodzicami i ruszyłyśmy w kierunku odprawy. Ta przebiegła dość sprawnie i już po chwili siedziałyśmy w samolocie. Po około 3 godzinach lotu wylądowaliśmy na lotnisku Heathrow. Zabierając nasze bagaże zadzwoniłyśmy po taksówkę. Po 20 minutach znalazłyśmy się pod naszym domem. Muszę przyznać, że był śliczny, a do tego miał basen.



Od drugiej strony znajdował się cudowny ogród.



Z uśmiechem na twarzy ruszyłam do środka. Zostawiłam bagaże w przedpokoju.
Następnie ruszyłam do salonu.

 A potem do łazienki.

 Na końcu udałam się do kuchni.

Muszę przyznać ten dom był cudowny. Wszystkie razem udałyśmy się na górę, aby zobaczyć  nasze pokoje. Mój był wprost cudowny.

A w dodatku miałam własną łazienkę!

Oli również.


Weroniki był dokładnie w jej stylu.

Zuzy był taki jak lubiła.


Po obejrzeniu naszych sypialni i pokoi gościnnych ruszyłyśmy na dół po nasze walizki i udając się do naszych pokoi zaczęłyśmy się rozpakowywać swoje rzeczy. Po około dwóch godzinach skończyłam. Zeszłam do kuchni i niedługo potem obok mnie pojawiły się dziewczyny.
- Nie mamy nic do jedzenia.- stwierdziłam.
- To jedziemy na zakupy.- stwierdziła Zuza.
Postanowiłyśmy jechać do supermarketu, którym okazało się być Tesco. Po około godzinnych zakupach wróciłyśmy do domu. Rozpakowałyśmy zakupy i w tym momencie dostałam sms-a. Odpisałam od razu.


- Dziewczyny zostałyśmy zaproszone na kolację do wujka.- poinformowałam.
- To świetnie.- odpowiedziały chórem.
- Na którą?
- Na 19.00.-odpowiedziałam.
- To mamy jeszcze 3 godziny.- stwierdziła Ola.
-Mhm.-odpowiedziałam tylko.
Zrobiłyśmy kilka kanapek i po chwili wszystkie pochłonęłyśmy je. Potem rozsiadłyśmy się w salonie na kanapie i oglądałyśmy telewizję.
- Ej, dziewczyny już 17.00.- zauważyła Lola.
- No trzeba się szykować.- skomentowała Weronika i zgodnie ruszyłyśmy na górę.
- Tylko ubierzcie się jakoś elegancko!- krzyknęłam zanim dziewczyny zniknęły za drzwiami swoich pokoi.

Wzięłam krótki, orzeźwiający prysznic i zaczęłam się szykować. Zrobiłam trochę mocniejszy makijaż, a włosy wysuszyłam i wyprostowałam. Wybrałam dla siebie taki zestaw ubrań:




Wyszłam z pokoju i udałam się do salonu, aby poczekać na resztę. Tam siedziała już Zuza.
Ona prezentowała się tak:


- Kurwa, jak ja nie lubię się stroić.- zajęczała.
- Daj spokój, musimy dobrze wypaść.- odpowiedziałam siadając obok dziewczyny.
Ta tylko mruknęła jakieś przekleństwo pod nosem na co ja zachichotałam. Po chwili w salonie pojawiła się Weronika. Ona wyglądała tak.

- Gdzie Ola? Już 18.40.- stwierdziła z przekąsem.
Wstałam z kanapy i udałam się na górę.
- Ola!- wrzasnęłam kiedy nie zastałam dziewczyny w jej sypialni.
- Idę!- krzyknęła wychodząc z łazienki.
- Wow. Nie przegięłaś?- zapytałam kiedy zobaczyłam jej strój.



- Co masz na myśli?- zapytała poprawiając włosy.
- No wiesz, nie jest aż zbyt elegancko?
- Pfff, wyglądam zajebiście.- stwierdziła na co ja wybuchłam gromkim śmiechem. - Spadaj.- dodała marszcząc brwi.
- Dobra chodź, bo się spóźnimy.- powiedziałam wychodząc z pokoju i ciągnąc za sobą dziewczynę.
Po chwili wszystkie razem wychodziłyśmy z domu. Droga nie zajęła nam dużo czasu, ponieważ wujek był moim sąsiadem. Zadzwoniłam do drzwi i po chwili pojawił się w nich Paul. Tak, Paul Higgins to mój wujek.
- Klaudia!- krzyknął i mocno mnie przytulił.
- Wujku, dusisz.- zachichotałam.
- Przepraszam.- zrobił to samo co ja i zaczął witać się z resztą.
Weszłam do przedpokoju i usłyszałam tupot stóp na schodach. Po chwili przede mną pojawiła się mała dziewczynka.

- Kjałdia!- krzyknęła biegnąc w moją stronę. Kucnęłam i rozłożyłam ramiona, aby dziewczynka mogła się przytulić.
- Magie!- zaśmiałam się podnosząc ją i kręcąc wokół własnej osi na co dziewczynka zapiszczała.
Postawiłam ją na ziemi, a w tym samym czasie w przedpokoju pojawiła się moja ciocia.
- Witaj Kochanie!- zaśmiała się i mnie przytuliła.
- Cześć ciociu.- powiedziałam z uśmiechem odrywając się od kobiety.- A gdzie mój mały książę?- zapytałam, a w tym samym momencie z salonu wyłoniła się blond czupryna.


- Mike!- pisnęłam i podbiegłam do chłopczyka. Wzięłam go w objęcia i zaczęłam nim kręcić w kółko. Chłopczyk odpowiadał na moje poczytania donośnym śmiechem.
Mike usadowił się wygodnie na moich rękach i nie miał zamiaru nigdzie się ruszać. Podeszłam do reszty, która ciągle stała w przedpokoju. W tym momencie wybrzmiał dźwięk dzwonka do drzwi. Magie wyrwała się z objęć swojej mamy i pobiegła otworzyć.
- Tata, wujkowie psyszli!- krzyknęła wesoło.
Jacy wujkowie?- pomyślałam.
- Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko, że zaprosiłem kogoś jeszcze.- odparł Paul i powędrował w stronę drzwi.


niedziela, 30 listopada 2014

Zwiastun^^

To jeszcze nie rozdział, ale już coś! Dzisiaj mam dla Was zwiastun mojego bloga. :)
Ogólnie przepraszam za tak długą nieobecność, ale obiecuję, że to się poprawi!
Zostawiam Was ze zwiastunem, komentujcie, oglądajcie!
Enjoy! :D



czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział pierwszy

 Cześć Skarby! Znów muszę Was przeprosić za moją długą nieobecność. :( Przykro mi bardzo  z tego powodu. Najpierw wyjechałam nad morze, a później nagle wszystko zaczęło się psuć. Nie będę Wam się tłumaczyć, bo wiem że zawaliłam (kolejny raz) i nie mam zamiaru się usprawiedliwiać. W takim razie zapraszam Was do czytania i komentowania drugiego rozdziału Innej Historii. :)
Enjoy! :D
P.S. Przypuszczam, że w przeciągu kilku dni na Never Ending Story też pojawi się w końcu nowy rozdział, więc i tam serdecznie Was zapraszam! :*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~




W końcu po krótkiej sprzeczce udało nam się wyjechać w drogę. Nie zajęła nam ona dużo czasu i już po kilku minutach znajdowałyśmy się przed Tesco. Wyszłyśmy z samochodu i od razu udałyśmy się do środka. Zabrałyśmy wózek i od razu zaczęłyśmy wrzucać do niego potrzebne nam produkty. Po około pół godzinnych zakupach miałyśmy wszystko czego potrzebowałyśmy. Uregulowałam rachunek i wyszłyśmy ze sklepu. Tym razem bez sprzeczek udało nam się dotrzeć do domu. Wypakowałyśmy zakupy i zabrałyśmy się za robienie kolacji. Nagle mój telefon zaczął z siebie wydawać dźwięk zwiastujący nadchodzące połączenie. Wytarłam ręce i szybko podbiegłam do urządzenia. Gdy na wyświetlaczu zobaczyłam imię Kevin trochę się zaniepokoiłam. Przeciągnęłam zieloną słuchawkę po ekranie tym samym odbierając.
-Tak, słucham.-powiedziałam niepewnie.
-Witaj Piękna. To ja, Kevin. Mam pytanie.- z jego głosu dało się już wyczytać jakie.
-Więc słucham.- odpowiedziałam głupkowato.
-Przecież wiesz, że chodzi o wyścig. Chciałem po prostu zapytać czy będziecie w najbliższym czasie w Londynie?
-Raczej nie.- skłamałam zaciskając usta w wąską linijkę.Bałam się, że wyczuje kłamstwo w moim głosie, jednak tak się nie stało.
-Och, szkoda, bo Jack o Was pytał, ale cóż mówi się trudno. W takim razie trzymaj się, a jak byście zmieniły plany to zadzwoń. Pozdrów dziewczyny. Pa mała.
-Cześć, Kevin.- powiedziałam sucho i odetchnęłam z ulgą słysząc dźwięk kończący połączenie.
Oparłam się rękoma o blat kuchenny ciężko oddychając. Zastanawiałam się co stało się z Kevin'em. Chciał po prostu mnie wystawić Jack'owi. To nie był ten sam człowiek, którego widziałam jeszcze dwa miesiące temu. Potrząsnęłam głową odganiając od siebie złe myśli. Odsunęłam się od blatu i podeszłam do dziewczyn, które właśnie kończyły przygotowywać sałatkę.
-Macie pozdrowienia od Kevin'a.- uśmiechnęłam się blado.
-Fajnie, ale widzę, że coś się dzieje. Jesteś strasznie blada.- powiedziała Zuza patrząc na mnie z troską.
-Dzwonił tylko po to by zapytać, czy nie chcemy się ścigać, bo Jack pytał.- odrzekłam na jednym oddechu.
-Czy on się kuźwa z osłem na mózgi zamienił?!- zapytała Ola podniesionym głosem na co my cicho zachichotałyśmy.
-No właśnie, przecież Jack jakby nie patrząc wydał na nas wyrok.- dodała Weronika.
-Co się dzieje z tym kolesiem. Nie poznaję go.- zaznaczyła Zuzka.
-Ja też, ale co mam zrobić. Skłamałam po prostu i po sprawie.- odrzekłam lekceważąc całą sprawę.
-No właśnie nie. Pamiętasz jak Cię urządził, kiedy poprzecinał linki hamulcowe w Twoim samochodzie. Dachowałaś. Na całe szczęście to było tylko kilka zadrapań, ale nikt nie wie co mu może strzelić do głowy. Musimy pogadać z Kevin'em.- powiedziała jak zawsze najbardziej ogarnięta Weronika. Mimo, że była bardzo dobrym kierowcą nie chciała nawet słyszeć o jakiż wyścigach, a tym bardziej nielegalnych.
-Przynudzasz Stara. Dobrze wiesz, że Kevin nie chce abyśmy startowały, ale nie ma po prostu innego wyjścia.- odpowiedziałam dziewczynie na co ta przewróciła oczami.
-Kurde Klaudia!- pisnęła Olka.
-No co?! Co ja mogę zrobić?! Jak już raz w to weszłam, to teraz się tak łatwo nie wyplączę.- stwierdziłam.- I Zu tak samo.- dodałam cicho.
-Musimy coś z tym zrobić.- zarządziła Weronika na co my tylko przytaknęłyśmy głowami.- Ale teraz zjedzmy, bo zaraz wszystko ostygnie. -dodała, a my pokornie wykonałyśmy jej polecenie.
Zjadłyśmy kolację i rozsiadłyśmy się wygodnie na kanapie w salonie.
-Komu piwo? - zapytała Ola wstając. Wszystkie zgodnie podniosłyśmy ręce.
-Weź jeszcze fajki i popielniczkę.- dodałam, a sama wstałam i udałam się do półki, na której leżał mój elektroniczny  papieros z liquid'em o smaku truskawkowym. Włączyłam go i zaciągnęłam się. Dym rozszedł się po pomieszczeniu dając przyjemny zapach. Po kilku zaciągnięciach poczułam lekkie szturchnięcie w bark. Spojrzałam w stronę Zuzy, która wyciągała rękę po moją własność. Zaśmiałam się cicho i podałam dziewczynie urządzenie. Wstałam  z kanapy i oznajmiłam dziewczynom.
-Idę do Oli, bo ona chyba dopiero chmiel na te piwo zbiera.
Dziewczyny słysząc moją wypowiedź wybuchły gromkim śmiechem, ale nie skomentowały. Wyszłam z pomieszczenia i szybkim krokiem udałam się do kuchni.
-Co tak długo?-zapytałam z wyrzutem wchodząc.
-No szukam jakiegoś żarcia.-powiedziała szperając w półce.
-To nie mogłaś zawołać?-zapytałam.-Czego szukasz?
-Jakieś chrupki, ciastka, coś dobrego.- odpowiedziała.
-Mhm. Druga półka po prawej stronie.- wyjaśniłam zabierając piwo i papierosy.
Dziewczyna podążyła tuż za mną niosąc przekąski. Postawiłyśmy produkty na stoliku i Ola od razu usiadła na fotelu, a ja musiałam dolać liquid'u do mojej fajki, bo moje przyjaciółki się nią poczęstowały. Nagle mnie oświeciło.
-Ej, a Wy macie jakieś ciuchy ze sobą?-zapytałam.
-A po co?- powiedziała Zuza.
-No przecież zostajecie na cały weekend. Moi rodzice wyjechali w delegację i wracają dopiero we wtorek. Nie mówiłam Wam?
-Coś wspominałaś, ale kto teraz pojedzie po jakieś nasze rzeczy skoro wszystkie wypiłyśmy?- zapytała Weronika.
-Oprócz mnie.-skomentowałam.- W takim razie pakować tyłki do samochodu i jedziemy.- dodałam.
-Dobrze mamusiu.- zachichotała Ola na co ja zgromiłam ją wzrokiem.
-Wiesz, córciu Tobie to by się takie porządne lanie przydało.- skomentowałam podchodząc do dziewczyny.
Ta pisnęła i schowała się za plecami Zuzy.
-Dobra dzieci spokój. Miałyśmy jechać, więc jedźmy.- zarządziła Weronika ciągnąc Olę i Zuzę za rękę.- A Ty weź kluczyki.- odwróciła się mówiąc do mnie. Posłusznie wykonałam jej polecenie. Zabrałam kluczyki od samochodu i od domu oraz dokumenty i paczkę papierosów. Zgasiłam światło i wyszłam z domu zamykając go na klucz.
Wsiadłyśmy do samochodu i podjechałyśmy najpierw pod dom Zuzy. Wysiadłam z samochodu i zapaliłam papierosa. Weronika zgromiła mnie mnie wzrokiem, kiedy chciałam odpalić drugiego, więc schowałam paczkę do kieszeni spodni i posłusznie czekałam na przyjście dziewczyny. Pojawiła się po chwili z torbą pełną ciuchów. Następnie udałyśmy się do Oli, ale z nią musiałyśmy wejść do domu, bo pewne było, że sama raczej wybierałaby się trzy godziny. Pomogłyśmy się jej szybko spakować i wyruszyłyśmy do domu Weroniki. Jej spakowanie się zajęło kilka minut, więc już po chwili wracałyśmy do domu.  Z powrotem rozsiadłyśmy się na kanapie i włączyłyśmy telewizor. Wypiłyśmy piwo, potem butelkę wina i każda po dwa drinki. Około 2.00 w nocy zmęczone i lekko  podpite położyłyśmy się spać.


Piątek, 20 Czerwca 2013r.


                                   ** Następnego dnia **
Obudziły mnie ciepłe promienie słońca. Przetarłam oczy i niechętnie zwlekłam się z łóżka. Weszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Opatulona w ręcznik udałam się z powrotem do mojej sypialni w poszukiwaniu jakiś czystych ciuchów. Wygrzebałam z szafy krótkie jeansowe spodenki i białą bokserkę oraz czystą bieliznę. Wytarłam dokładnie swoje już prawie suche ciało i ubrałam się we wcześniej naszykowany strój. Zeszłam do kuchni i okazało się, że dziewczyny już dawno wstały i zjadły śniadanie.
-Ej patrzcie Śpiąca Królewna się obudziła!-krzyknęła radośnie Zuza na co ja w odpowiedzi pokazałam jej tylko środkowy palec otwierając lodówkę. Wyjęłam z niej butelkę wody i nalałam sobie jej do szklanki. Wypiłam duszkiem zawartość i odstawiłam szklankę do zlewu. Usiadłam przy stole i ukradłam jedną kanapkę z talerza Weroniki. Ta spojrzała na mnie morderczym wzrokiem, a ja cmoknęłam w powietrzu.
Zjadłam ją i sięgnęłam po kolejną. Kiedy w końcu się najadłam stwierdziłam, że muszę zapalić. Wyszłam na taras i odpaliłam jednego. Zaciągnęłam się dymem przymykając powieki. Słońce delikatnie pieściło moją twarz. Uśmiechnęłam się delikatnie i otworzyłam oczy. Dokończyłam palenie papierosa i weszłam z powrotem do domu.
-Nudno mi.- stwierdziła Lola robiąc smutną minkę.
-To poróbmy coś.- odezwała się Weronika.
-Tylko co?- zapytała Zuza.
-Chodźmy na jakąś imprezę. - stwierdziłam, a w tym samym czasie telefon Weroniki zaczął dzwonić.
Dziewczyna wyszła z pomieszczenia, aby odebrać. Po chwili wróciła z uśmiechem na ustach.
-Już nie musimy się martwić co będziemy robić. Zostałyśmy zaproszone na imprezę do Kuby. - wyjaśniła.
-No i super.-ucieszyła się Ola.- Ale nie mamy się w co ubrać.-dodała, na co ja się tylko  zaśmiałam.
-No to jedziemy na zakupy.- stwierdziłam.
Przebrałyśmy się i wyszłyśmy z domu. Droga do galerii handlowej zajęła nam 30 minut. Zaparkowałyśmy samochód i ruszyłyśmy na zakupy. Najpierw odwiedziłyśmy nasze ulubione sklepy, a później resztę. Po około 4 godzinach spędzonych na kupowaniu obładowane udałyśmy się do Mc'Donald'a na jakiś niezdrowy obiad. Następnie wróciłyśmy do domu. Rozsiadłyśmy się na kanapie i włączyłyśmy telewizor.
-Ej, ale musimy coś ustalić.-wypaliła nagle Zuzka.
-Co?-zapytałam.
-No czy pijemy czy ćpamy?- dodała.
-To i to.- wypaliła Ola bez zastanowienia, na co my spojrzałyśmy na nią jak na kogoś niespełna rozumu.
-No dobra, dobra jedna kreska i jeden joint, a później tylko pijemy.
-Na to chyba mogę się zgodzić.- stwierdziła Weronika.
-Chyba pora zacząć się szykować nie sądzicie?- zapytałam. Dziewczyny tylko przytaknęły i udałyśmy się do mojego pokoju.
Po kolei wzięłyśmy prysznic i zaczęłyśmy się szykować. W pełni umalowane i ubrane zadzwoniłyśmy po taksówkę. Około godziny 20.00 zjawiłyśmy się w domu Kuby. Zadzwoniłyśmy do drzwi i po chwili w nich pojawił się Kuba.




-Cześć dziewczyny! Co dla Was?- zapytał od razu.
-Cztery jointy i trochę koki.- odpowiedziałam.
-Proszę bardzo.-odpowiedział podając nam narkotyki.
-Dzięki.-odpowiedziałyśmy chórem.
Weszłyśmy do salonu i rozsiadłyśmy się na kanapie. Wzięłyśmy sobie po piwie i zapaliłyśmy po joincie. Później w szampańskim nastroju ruszyłyśmy na parkiet. Po kilku godzinach tańczenia wszystkie udałyśmy się do toalety. Rozsypałyśmy biały proszek na szafce w równych kreskach. Zwinęłam banknot dziesięciozłotowy i jako pierwsza wciągnęłam narkotyk do nosa.

Następnie zrobiły to moje przyjaciółki. Wyszłyśmy z toalety i poszłyśmy się dalej bawić.
Około 5.00 nad ranem pijane i zmęczone wróciłyśmy do domu i od razu położyłyśmy się spać.

Kolejne dni mijały nam w podobny sposób. Żyłyśmy od imprezy do imprezy. Ciężko było nam przyswoić do siebie myśl, że za niedługo wyjeżdżamy. Dopiero w piątek następnego tygodnia udało nam się wytrzeźwieć. Teraz pozostawało nam tylko się spakować i czekać  do wyjazdu...


wtorek, 22 lipca 2014

Prolog

No to zaczynamy z nowym blogiem! Zapraszam do czytania i komentowania. Mam nadzieję, że się Wam spodoba! Enjoy :D
---------------------------------------------------------------------------------------------





               Retrospekcja  
** 2 miesiące wcześniej ** 
Na ulicy było pusto. Wszyscy normalni ludzie już dawno siedzieli w swoich ciepłych mieszkaniach. Niedawno przestało padać, więc jezdnia była dosyć śliska. Zegar już dawno wybił północ. Na chodnikach gromadzili się ludzie chcący zobaczyć to wydarzenie. Robiło się coraz głośniej. Zawodnicy rozgrzewali silniki swoich samochodów. Ryk aut uniemożliwiał rozmowy. Ludzie przekrzykiwali się. On powolnym krokiem zmierzał w moją stronę. Mój największy rywal. Z wymalowaną na twarzy wyższością stanął tuż przede mną. Skrzyżowałam ręce na piersiach czekając na to co mi za chwilę powie. Uśmiechnął się cwaniacko i zaczął. 
-No proszę, Panna Kowalska znów zjawiła się w Londynie. To w Polsce nie macie wyścigów?-jednym zdaniem podniósł mi ciśnienie. 
-Pytasz, bo boisz się konkurencji?-odgryzłam się. 
-Haha. Proszę Cię. I może masz jeszcze na myśli siebie?- zapytał bezczelnie. 
-Nic takiego nie powiedziałam, ale radziłabym Ci już iść do twojej laski, bo on ją zaraz przeleci.-zaśmiałam się patrząc jak chłopak szybko biegnie do swojego samochodu.- Dureń.-dodałam bardziej do siebie i wsiadłam do mojego cacka. Odpaliłam silnik i porządnie zagazowałam. Ustawiliśmy się na starcie. Dziewczyna w krótkiej spódniczce ściągnęła koszulkę i machnęła nią. Ruszyłam z zawrotną prędkością. Teraz liczyła się tylko wygrana... Ostatni zakręt i meta. Muszę prędko wyjść na prowadzenie.-pomyślałam wciskając pedał gazu do końca. Silnik odezwał się głośno, a mnie aż wcisnęło do fotela. W końcu dogoniłam Jack'a. Zmieniłam bieg i wyprzedziłam go. Teraz już miałam pewność, że mi się udało. Dojechałam do mety. Zahamowałam z piskiem i od razu wysiadłam z samochodu. Przywitały mnie piski i gwizdy. Obok mnie z zawrotną prędkością pojawiło się mnóstwo ludzi, którzy koniecznie chcieli mi pogratulować. Wśród całego tłumu odnalazłam wzrokiem moje przyjaciółki, które usilnie próbowały się do mnie przecisnąć. Nagle jednak tłum się rozstąpił na dwie połowy, a po środku stanął Jack. 
-To jeszcze nie koniec.-powiedział przez zęby obrzucając mnie wrogim spojrzeniem i odszedł. 
Stałam osłupiona pośród ludzi. O co mu mogło chodzić?-zapytałam samą siebie. W tym samym momencie poczułam mocne szarpnięcie i zostałam przytulona przez cztery osoby naraz. Zaśmiałam się cicho i grzecznie czekałam, aż w końcu mnie puszczą. 
-Myślałam, że mnie udusicie.-powiedziałam, gdy w końcu udało mi się wyswobodzić z uścisku. 
-No wiesz co? Przecież wygrałaś! To tylko z radości!-broniła się Ola. Cała ona. Moja mała głupiutka Ola... 

Teraźniejszość
Czwartek, 19 Czerwca 2013r.
Siedziałyśmy właśnie w czwórkę oglądając zdjęcia w naszym albumie. Każda z nas patrząc na fotografię przywoływała w swojej głowie wspomnienia z minionego dnia. 19 Kwietnia 2013r. był dla mnie szczęśliwą datą. Wtedy wygrałam najważniejszy wyścig w swoim życiu.
-Ej, a Wy czaicie to, że za kilka tygodni będziemy tam już na stałe?-zapytała głupkowato Zuza.
-No co Ty.-odpowiedziała jej kąśliwie Olka.
-A idź się utop.- odgryzła się Zuzka.
Zachichotałam cicho słysząc ,,bardzo inteligentną'' rozmowę moich przyjaciółek, na co te zgromiły mnie wzrokiem.
-Głodna jestem.- zajęczała Weronika i jak na zawołanie zaburczało jej w brzuchu.
-No to jedziemy do sklepu.-zarządziłam.
-Po piwo!-krzyknęła Zuza.
-Po fajki!-dodała Lola.
-I po żarcie oczywiście.- skomentowała Weronika.
Wyszłyśmy z mojego domu zamykając drzwi na klucz i wsiadłyśmy do samochodu. Ja zajęłam miejsce za kierownicą, a reszta zaczęła się kłócić kto będzie siedział z przodu. Czułam, że czeka mnie długa droga...